Z marcowym słonkiem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z pierwszym marcowym słonkiem uśmiech wam posyłam
Złożony z dwóch rodzajów byście wybór mieli
Wybór wszak w życiu ważny tak jak Ziemi bryła
Po której wszyscy chodzą choćby i nie chcieli

Pierwszy z mych uśmiechów którym was obdarzam
Zaadresuję do tych z których się wywodzę
Szarych steranych pracą którzy przed ołtarzem
O łut nadziei proszą by nie ulec trwodze

Do tych dla których prawda jedno ma znaczenie
Która istotną była poprzez pokolenia
A którą dzisiaj łotry poprzez zniewolenie
Pieczołowicie pragną zepchnąć do podziemia

Uśmiech więc dziś posyłam do tych co jej bronią
I każdym swoim czynem wielkość jej nadają
Niech ideałów prawdy nigdy nie roztrwonią
I niechaj w jej zwycięstwo do końca ufają

Drugi ze swych uśmiechów ślę do nowoczesnych
Tych którzy z definicji każdej prawdzie przeczą
Tych moralnie upadłych obleśnych i grzesznych
Dla których relatywizm jest normalną rzeczą

Tych co są przekonani że dobro ludzkości
O które ciągle walczą rozdając nienawiść
Zależy od mamony oraz jej ilości
Którą im się uda ludzkości zagrabić

Tym wszystkim lewoskrętnym z poletka kultury
Których żadna norma nie zobowiązuje
Posyłam szczery uśmiech ten błazeński który
Wprost wam to w twarz wyrzuca żeście zwykli zbóje

Uśmiech pełen szyderstwa drwiny i pogardy
Z nutą politowania nad waszą głupotą
Niech los antykultury pozostanie twardy
Wszak nie każde łajno zamienia się w złoto

Uśmiech którym was darzę nie ponosi winy
Za to że z serca płynie człowieka szczerego
I w twarze wasze plując nie żałuje śliny
Widząc że się do końca zbliżacie swojego

2.03.2017

Szumi las Birnam

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O czym nam szumisz dzisiaj wśród leśnych gałęzi
Wietrze który historię znasz łotra Makbeta
Sądziłem że las Birnam podstępnie cię więzi
By nie mógł twego szumu wysłuchać poeta

Jakże długo czekałem aż tu do mnie dotrzesz
Ileż nocy minęło i dni uleciało
Abyś nam wreszcie przyniósł historię o łotrze
Któremu podłych czynów ciągle było mało

Wreszcie do nas dotarłeś witamy cię zatem
I historii twej słuchać jesteśmy gotowi
O bandziorze co chciał być dzisiejszym Makbetem
I zbrodnie wciąż popełniać przeciwko ludowi

Już we wczesnej młodości wykazał się sprytem
Podejmując naukę na lichym kierunku
Licząc że w przyszłości mordę nad korytem
Uda mu się utrzymać przy małym frasunku

Niestety rozum jego nie był z dobrej gliny
Przymulony „marychą” niezdolny do pracy
Legalnie mógł najwyżej malować kominy
Marząc by los mu podał coś ekstra na tacy

Wtedy myśl go olśniła by zostać łotrzykiem
Za namową agentów ze STASI znanego
Postanowił na dobre zostać politykiem
Aby wyrządzić ludziom jak najwięcej złego

Nie będę dalej streszczał historii tyrana
Doskonale wszak wiecie o kim teraz piszę
Jego rola w historii dobrze będzie znana
Gdy nim wiatr na drzewie wkrótce zakołysze

Przez lat wiele pracował na takie zaszczyty
Wszystkich za bydło mając oraz za kretynów
Wkrótce pod konarami stanie niczym wryty
By wisząc zdawać sprawę ze swych podłych czynów

A wtedy wiatr co hulał hen po lesie Birnam
Wesoło zaszeleści gdzieś pośród gałęzi
A ja z radością patrząc wtedy właśnie wyznam
Że teraz go szanuję gdy wisi i rzęzi

9.02.2017

Smog

beznazwy

 

 

 

 

 

 

 

 

Warszawa Kraków spowite smogiem
W którym nie znajdziesz cząsteczek tlenu
Czym więc oddychać zaraz wam powiem
Bo znam przyczynę tego problemu

Głównym powodem owego smogu
Jest mania która zarządza światem
Mania wielkości tak bez powodu
Zawiadująca każdym prostakiem

Dziś każdy wszystko musi mieć wielkie
Olbrzymią chatę i wielką furę
I inne bzdety gadżety wszelkie
By w posiadaniu wciąż piąć się w górę

Olbrzymia chata chociaż na kredyt
Nie ma na opał a mróz szalony
Aby się jakoś podźwignąć z biedy
Palić będziemy stare opony

To tylko przykład waszej głupoty
Durnie z przerostem chorych ambicji
W każdej dziedzinie wasze kłopoty
Skutkiem rozumu są prohibicji

W każdej dziedzinie w każdym temacie
Zawsze się znajdzie mędrców ferajna
Która wam powie chcecie to macie
Darząc was workiem zwykłego łajna

Wy go łykacie jak pelikany
Nie bacząc na to co będzie dalej
Jak alkoholik wódy spragniony
Choć się przewraca to woła nalej

3.02.2017

Tam gdzie niebo błękitne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tam gdzie niebo błękitem zakwita
Pory roku zmieniają pejzaże
Tam jest moja Rzeczypospolita
Co ojczyzną jest z moich marzeń

Jest mi domem i ojcem i matką
I mogiłą gdzie leżą przodkowie
Brzegi rzeki łączącą jest kładką
I marzeniem co biega po głowie

Jest mi miastem i wsią i przysiółkiem
Szklanym domem jak pragnął Żeromski
Jest też starym drewnianym kościółkiem
Co na górce stał obok mej wioski

Jest narodem co w trudzie i znoju
Swą ojczyznę w dzień każdy buduje
A gdy trzeba to idzie do boju
By nie mogły pohańbić jej zbóje

Krwią i łzą za ojczyznę wylaną
Których nie wstyd jej było przed światem
Nawet wtedy gdy bitwę przegraną
Wieńczył pochód smaganych wciąż batem

Jest mi Polska nadzieją i wiarą
Że wraz z Bogiem i ludzkim rozumem
Pozostanie spełnieniem i miarą
Tej miłości co łączy ją z tłumem

I w tym tłumie jest moja nadzieja
Że na zawsze i na każdej niwie
Ma ojczyzna w roli dobrodzieja
Chleb powszedni dzieli sprawiedliwie

23.01.2017

Na Rubikoniu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zima dzień krótki i mróz na dworze
Biel tytanowa ziemię spowiła
Lecz cóż to czyżby zrządzenie Boże
Sprawia że Polska nagle odżyła?

Spogląda flaga biało-czerwona
Od Tatr wysokich aż do Bałtyku
I wciąż nie wierząc pyta zdziwiona
A któż jest twórcą tego wybryku?

Gdy w całym świecie wojny i mordy
Grabieże lichwa zanik morale
W Polsce spokojność gra swe akordy
Jeszcze adagio andante……..ale

Już wkrótce zabrzmi allegro molto
Tym którzy Polski nie szanowali
Tym którzy chcieli choćby rewoltą
Polskę upodlić sprzedać podpalić

Szkoda papieru by ich nazywać
Pisząc ich z rodu imion nazwiska
Wystarczy by ich odtąd wymieniać
Pod jednym hasłem; podłe ludziska

I niechaj będą jednym symbolem
Władzy co smażyć będzie się w ogniu
Na czele z pewnym koślawym królem
Co miał przyjechać na Rubikoniu

17.01.2017

Głupoto ludzka

imagesHMB1925A

 

 

 

 

 

 

 

 

Głupoto ludzka nieskończona
Nikt ciebie teraz nie pokona
Odkąd zostałaś polskim posłem
Wygrywasz walkę z każdym osłem

Wszystkie wieczory i poranki
Z idiotami stając w szranki
Medal zdobywasz za medalem
Przyszłością się nie martwiąc wcale

Porządki swoje zaprowadzasz
Tam gdzie się rodzi ludzka władza
W sejmie senacie telewizji
Ciągle królujesz nam na wizji

A nawet ostatnimi czasy
Z instynktem robisz wygibasy
I łączysz w pary tych spragnionych
Podniety seksu i mamony

Głupoto ludzka zrozum zatem
Że wciąż cię będę smagał batem
Aż pojmiesz żeś jest już skończona
Bo jeśli seks to nie mamona
I pojmij jeszcze prawdę starą
Że mądrość z głupstwem nie są parą

9.01.2017

Gdybym był

 

Ciepłe masz ręce dziewczyno
Ciepłe jak słońca promienie
Grzejące jak młode wino
Lub jak miłości wspomnienie

Ja z ciepłem rąk twoich zbratan
Wyznaję rękom twym miłość
Choć przypomina mi szatan
Że jest w uczuciu zawiłość

Bo jako człowiek rozumny
Napisać muszę ci szczerze
Wiem że mi bliżej do trumny
I że już w miłość nie wierzę

Ona to bywa natchnieniem
Które poetów dotyka
W starości bywa wspomnieniem
Jak w pewnym wierszu Asnyka

„Gdybym był młodszy dziewczyno”
Być może byłbym też śmielszy
Lecz gdy już lata przeminą
Zostaje pisanie wierszy.

1.01.2017

Pomoże dziadek

dziadek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy cię los na ziemię rzuci
A nad głową kruki czarne
Pieśń żałobną będą nucić
Wieszcząc że twe życie marne
Ty z ziemi dźwigając ciało
Powiedz; – nic mi się nie stało -

Gdy wiatr w oczy ci zawieje
Choć przez chwilę będziesz ślepy
Wiedz że wszystko to się dzieje
Aby wkrótce było lepiej
Haust powietrza w płuca nabierz
Zrób znak krzyża odmów pacierz

Kiedy rzuci cię dziewczyna
Bo za mało miałeś forsy
Powiedz; – to nie moja wina
Niechaj trafi jej się gorszy -
Tak to w życiu bowiem leci
Nie to złoto co się świeci

Kiedy wszyscy cię zawiodą
I świat stanie ci się wrogiem
Niech złe myśli cię nie zwiodą
Zawrzyj sojusz z Panem Bogiem
On to bowiem przez przypadek
Sprawi że pomoże dziadek

31.12.2016

Jak skrzydłobiałe ptaki

imagesG251WJ2E

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak białoskrzydłe ptaki

Kiedy przeminie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy tylko przeminie święto sześciu króli
Jarek czule Ryszarda do piersi przytuli
I głaszcząc gdzie u ludzi bywa zwykle głowa
Szczerze doń przemówi; – tyś dupa wołowa
Hucpiarz oraz zadymiarz niedojda zwyczajny
Przykład kliniczny głupka oraz wódz ferajny
Która z rozumem ludzkim tyle ma wspólnego
Co beznogi z baletem mój drogi kolego

Jakże chciałbyś obalić rząd z wyboru ludu
Kto mógłby dziś dokonać tak wielkiego cudu?
Czy bezzębne staruchy z małą garścią Żydów
Wsparci garstką pedałów lesbijek bez wstydu
Czy też zbieraniną nazwisk dziwnie brzmiących
Bez wiedzy i zdolności do władzy się pnących?

Choćbyś na głowie stanął i dym puszczał z uszu
Dla hucpy nie obudzisz w ludziach animuszu
Nikt już nie siądzie z wami za okrągłym stołem
A te twoje podrygi czynione z mozołem
Spływają po narodzie jak po gęsi woda
I tutaj kończyć muszę bo słów dla was szkoda

28.12.2016

List otwarty

beznazwy

 

 

 

 

 

Szanowna Pani Premier Panie Prezydencie
Proszę przyjąć ukłony i dać nam w prezencie
Zapewnienie że wkrótce że całkiem niedługo
Państwo polskie zostanie wreszcie naszym sługą

Że nie pozwoli dłużej cyrku z siebie robić
Że gdy zajdzie potrzeba może mordy obić
Warchołom chuliganom durniom politycznym
Którzy w swej głupocie prą do burd ulicznych

Tym wszystkim półkretynom – nazwisk nie wymienię-
Którzy przez pokolenia swe kretyńskie brzemię
Obnoszą tak bezwstydnie przed naszym narodem
To strzelając do niego to morząc go głodem

Czemu byle łachudra syn zwyczajnej szmaty
Z córeczką prostytutki śmie podnosić łapy
I naruszać cielesność prawych polskich posłów?
Czy już nie ma sposobu na lewackich osłów?

Szanowna Pani Premier Panie Prezydencie
Zechciejcie teraz przyjąć ode mnie w prezencie
Radę którą Wam starzec gratis przekazuje
Wziąć za mordy te chamskie i prostackie szuje

I zgodnie z polskim prawem osądzić i skazać
Zabrać obywatelstwo z pamięci wymazać
I niech to dla Was nie będzie wyrzutów powodem
Lecz pieczęcią co łączy rządzących z  narodem

20.12.2016

Sklonujcie Lenina

 

Platformo która się Obywatelską zowiesz
I ty KODzie co jesteś zbrojnym jej ramieniem
Mam pewien plan – ciekawe co mi o nim powiesz -
Plan który powstał nagle w zgodzie z mym życzeniem

U podstaw tego planu legło założenie
Że na waszą pomyślność i wasze sukcesy
Za frajer robić musi całe pokolenie
Sypiąc wam grosz ostatni do przepastnej kiesy

Grosz ten jest wam należny z racji urodzenia
Bowiem wielu z was widzę jako znanych wnuków
Zbrodniarzy co nie kryli swego pochodzenia
I wprost się przyznawali do rodu Kałmuków

To wy inteligenci w pierwszym pokoleniu
Pierś dumnie wyprężacie na której ordery
Przypięte niczym zbrodnia na czystym sumieniu
Łapami cara lub Szwaba – idźcie do cholery

Lecz zanim tam dojdziecie raz jeszcze spróbujcie
Na miarę waszej wiedzy i waszych idei
Plan mój urzeczywistnić – planu się nie bójcie -
I to co wam zalecam zróbcie po kolei

Poproście swych przyjaciół z za wschodniej granicy
Aby wam przekazali próbki materiału
Z mauzoleum Lenina i by genetycy
Miliony klonów in vitro robili pomału

Niechaj każdy z was weźmie kilka takich klonów
I z uporem maniaka czule je hodujcie
A gdy trochę podrosną w waszym pięknym domu
Ideały lewackie do łbów im ładujcie

Gdy miliony Leninów ruszą do roboty
By wam splendoru dodać i dosypać kasy
Będziecie mogli dalej pie…..ć głupoty
I czuć się kastą ludzi tych najwyższej klasy

17.12.2016

Pasterka

pasterka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słońce spaliło przydrożne trawy
A deszcz jesienny zmył ich okruchy
I z płatków śniegu tak dla zabawy
Grudzień usypał białe poduchy

Tak bez ustanku i rok za rokiem
Jak błysk pioruna z burzy pomrukiem
Powraca obraz gdy Babcia z Dziadkiem
Szli na Pasterkę ze swoim wnukiem

A śnieg ujęty mrozu uściskiem
Wypełniał rytmem miarowe kroki
Sypiąc iskierki na strony wszystkie
Nowe wciąż tworząc z iskier widoki

Oddam dziś wszystko co z wielkim trudem
Mnożyłem w życiu tak bez potrzeby
By los pozwolił mi jakimś cudem
Tą samą drogę z Dziadkami przebyć

I chciałbym jeszcze abym w tym marszu
Wnuka mojego trzymał za rękę
By ciąg pokoleń w zgodzie bez fałszu
Idąc wciąż nucił jedną kolędę

12.12.2016

Jedyny wieczór

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To był jedyny taki wieczór
Na który wszyscyśmy czekali
Szarościom dnia jakby na przekór
Czekali duzi oraz mali

W gorączce serc i rąk zwinności
Ten dzień jedyny taki w roku
Pozwalał kończyć powinności
I wciąż w kierunku zerkać zmroku

A ten przychodził bardzo wcześnie
Przynosząc noc najdłuższą w roku
Dojrzałą ciemną jak czereśnie
Lub czerwień wiśniowego soku

Płonęło niebo pierwszą gwiazdą
Gdy stół tupnąwszy krótszą nogą
Przyzywał by w rodzinne gniazdo
Rodzinę zwołać w liczbę mnogą

I zasiadali za tym stołem
Ci starsi oraz małe dzieci
A buzie jasne i wesołe
Świeciły tak jak księżyc świeci

A stół ubrany w obrus biały
Z opłatkiem oraz szczyptą siana
Wszystkim wydaje się wspaniały
Gotowy tak trwać aż do rana

Najstarszy z rodu znakiem krzyża
Biały opłatek błogosławi
I z nim się do każdego zbliża
Niech się nim dzielą ludzie prawi

Zabłysły na choince lampki
Jak kiedyś gwiazda nad Betlejem
I popłynęły niczym z trąbki
Nutki o mocy co truchleje

I gdy tak tercją kwintą brzmiały
Czasem trącając septymami
Do nas przychodził Jezus mały
By już na zawsze zostać z nami

10.12.2016

Choinko mojej młodości

images

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakże piękną mi byłaś w dni dzieciństwa mego
Jakże często się śniłaś do ranka białego
Gdy świat był przysypany białym śniegu puchem
I kościelne organy grały mi nad uchem

Jakże piękną mi byłaś w świeczek migotaniu
Które się pochylały w organowym graniu
Kłaniając swym płomykiem kolędowym nutkom
Dobrą nowinę głosząc moim ludzkim smutkom

Jakże wzniosła i piękna byłaś właśnie wtedy
Gdy jeszcze nie poznałem zwykłej ludzkiej biedy
I troski o codzienność oraz dzień jutrzejszy
Gdy nie umiałem jeszcze pisać smutnych wierszy

Jakże mądrą troskliwą byłaś moja panno
Kiedy dzień zaczynałem modlitwą poranną
W domu dziadków i ojców pod miłości strzechą
Gdy nie musiałem dźwigać łez pod mą powieką

Potem wszystko runęło dziadkowie rodzice
Grono bliskich przyjaciół których nie wyliczę
I wreszcie wiek dojrzały odszedł w zapomnienie
Starość mi zostawiając i twoje wspomnienie

To wspomnienie po które sięgam dnia każdego
Które mi przypomina Jezusa małego
Gdy wraz z tobą przychodził niosąc tą nowinę
Że nawet gdybym umarł to nigdy nie zginę
Bo gdzieś tam w lepszym świecie czekasz na mnie miła
Choinko mojej młodości – w tobie moja siła

5.12.2016