O blogu

O blogu

Jak powstał ten blog? Jego historia zaczęła się w listopadzie 2011 roku. Mknąłem po Warszawie Karetką pogotowia nie wiedząc o Bożym świecie. Kiedy po kilku godzinach odzyskałem przytomność leżałem w szpitalu przy ul. Banacha. Byłem osłabiony, ale czułem się zupełnie dobrze. Tak naprawdę ten blog zaczął powstawać w miesiąc po opuszczeniu szpitala. Byłem w dobrej formie jednak coś dziwnego działo się z moją głową. Nie potrafiłem myśleć prozą. Natłok myśli sam składał się w przeróżne rymowanki. Wtedy to właśnie powstał wiersz zawierający wzmianki o powyższych wydarzeniach. Poniżej cytuję jego fragmenty zapewniając, że to wydarzyło się naprawdę.

Byłem u Charona – fragmenty

Przyjechałem windą aż na dno Hadesu
By popatrzeć w oczy nicości u kresu
Życia, co we mnie już ledwo się tliło;
Wątłe, bez czucia, ale jednak było.
Przypiąłem skrzydła Pegaza do ramion
I ustaliłem azymut gdzie Charon
Nad Styksem dusze odprawiał zmęczone,
Na wieczną mękę tutaj sprowadzone.

Już moja dusza spogląda na łodzie
Charon bosakiem rysując na wodzie
Rybę, co znakiem jest wszystkich chrześcijan,
Mówi – twoja dusza jest teraz niczyja.
*********************************
Powrót, kroplówka I szpitalne łoże,
A myślałem, że będzie ze mną coraz gorzej,
Lecz Pan do życia przywrócił od nowa
Bym danego starcowi mógł dotrzymać słowa.
Piszę, zatem te wersy, by do was dotarły
Słowa prawdy, co z piersi starca się wydarły
I rozlały po Polsce niby smuga cienia –
„Nie zabijesz człowieku własnego sumienia,
Krzywdą ludzką nie napchasz wszak pustego wora
Za podłość odpowiedzieć też nadejdzie pora”.
***********************************
I zrozumiałem swoje przeznaczenie,
Które mnie ściga jak starca sumienie,
By chwycić pióro i tak piórem władać
Aby rodaków niczym biczem smagać.
Wskazywać błędy, by w głupim amoku
Idąc na szafot nie przyspieszać kroku.
Uderzać pieśnią lub pochwalnym hymnem
Co lodowate serca uchronią przed zimnem.
Rozpalić choćby nadziei iskierkę,
Że Polak poda kiedyś Polakowi rękę.

Chcesz wiedzieć co było później? Poczytaj w kolejnych wierszach.

9-55