maestro2

Ja wam to mówię

Ja wam to mówię Grzegorz Schetyna
Tu na konwencji naszej Platformy
Nie bacząc w przeszłość czyja to wina
Przywrócić trzeba złodziejskie normy

To co w Platformie przedtem się działo
Gdzie jeden przekręt gonił za drugim
Dzisiaj powiedzieć mogę wam śmiało
To był epizod nie nazbyt długi

Teraz mądrzejsi i doświadczeni
Zewrzemy szyki dla dobra ludu
I tak trzepniemy go po kieszeni
Że zaniemówi od naszych cudów

21.10.2017

Króluj nam

Króluj nam miłościwie Grzegorzu Schetyno
Króluj jak twój poprzednik co Tuskiem jest zwany
Bo tylko wasze rządy jak dojrzałe wino
Sprawią że się staniemy panami nad pany

Przywróć nam miłościwie Schetyno Grzegorzu
Tę możliwość kradzieży która przedtem była
Byśmy znów łowić mogli niczym śledzie w morzu
Kasiorę w której nasza duma jest i siła

Skasuj te IPN-y oraz CBŚ-e
Pozostaw stare sądy korupcją przeżarte
Niechaj na całą Polskę ta wieść się rozniesie
Żeś ty prawdziwym wodzem a nie głupim … żartem

21.10.2017

Capo di tutti capi

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedno pytanie ciągle mnie trapi
Co znaczy „capo di tutti capi”
Czy coś z kapaniem ma to wspólnego
Czy może z mafią drogi kolego
Właśnie Temida teraz się biedzi
I przesłuchuje i bada śledzi
Jak złączyć mafię razem z kapaniem
Choć ciepłej wody nie ma już w kranie
Ja wam zaręczam głowy baranie
Że związek wody gorącej w kranie
Łączy z mafiami jedno nazwisko
Ono wam teraz wyjaśni wszystko
Mafijny układ i wody plusk
Łączy w Brukseli wasz guru Tusk

10.10.2017

Barwy lata

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy barwy lata okryją się chmurą
A promień słońca schowa się za lasem
Mój świat się staje postacią ponurą
Budząc w mej duszy refleksje nad czasem

Gdy świat podąża drogą ku zagładzie
Czas coraz szybszym pędzi za nim krokiem
Na chwilę tylko odpocząć się kładzie
I zmierza dalej za losu wyrokiem

Gdy wykres pików w oknie monitora
Swą zielonością kłuje moje oczy
Zrywa nić swoją jakby to już pora
W ostatnią drogę czas mój miał chęć wkroczyć

Lecz póki jeszcze piki są zielone
Chociaż przystają i rwą się czasami
Nim się zamienią w linie wygładzone
Ja jeszcze ciągle będę tutaj z wami

I póki siły i słów mi wystarczy
Będę z uporem namawiał do tego
By idąc w życie z tarczą czy na tarczy
Dla innych zrobić choć trochę dobrego

Nie zadrży serce gdy monitor zgaśnie
I zieleń pików w oku moim zginie
Bo w tym momencie przekonam się właśnie
Że byłem sobą w człowieczej rodzinie

07.10.2017

Nienawiść i pogarda

 

Ile mieć trzeba w sobie nienawiści
Ile pogardy dla całej ludzkości
By wierzyć w gusła że ten plan się ziści
I plemię Żydów doczeka boskości

Ile pogardy trzeba mieć dla Boga
Jak gardzić trzeba człowieczym rozumem
By w każdej nacji widzieć Żydów wroga
I miast człowiekiem zwykłym być kołtunem

Jakie fekalia trzeba mieć pod czaszką
Aby promować głupców i zboczeńców
Wszak ludzkie życie nie chce być igraszką
W łapach pedałów i wykolejeńców

Plany Hootona Hitlera Sorosza
By unicestwić ludy Europy
Już wkrótce trafią do historii kosza
W którym się mieści podrozdział głupoty

Lecz nim tak będzie nim czas się wypełni
My zwykli ludzie musimy policzyć
Ogromy zbrodni które Żyd popełnił
Z których się wkrótce przed ludźmi rozliczy

My się nie damy do krzyża przybijać
Jak przed wiekami Chrystus wraz z łotrami
My wraz z rozumem chcemy świat rozwijać
Aby duch zgody rządził narodami

Dla łotrów Żydów pedałów komuchów
Nie będzie miejsca w naszym nowym świecie
Miłość zarządzi każdym z ludzkich ruchów
W pył zamieniając pożydowskie śmiecie

Łajno żydowskie ziemię niech użyźni
Wrzucając w bruzdy wszystkie ideały
A starsi bracia niech wiedzą że bliźni
Dosyć już mają tej żydowskiej chały

17.09.2017

Cham pozostanie chamem

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie będzie dzisiaj wzniosłych rymów
Czas na refleksję zwykłą prostą
Zostawmy elegancję Rzymu
Zajmijmy się dziś naszą wioską

Dwa lata temu poszła wiocha
Kopniakiem ludu pożegnana
I słowem prostym precz wynocha
Przestała grać wielkiego pana

Zniknęły z koryt ośmiorniczki
Dziś cienkie winko sączyć trzeba
I w beszamelu krów policzki
Zastąpić suchą kromką chleba

Konto się kurczy w szybkim tempie
Lud już nie bije im pokłonów
I w pustce toną oczy sępie
Z mirażem kłamstw opasłych tomów

Lecz czasem się odezwie buta
I do narodu ta nienawiść
Która ze wstydu jest wyzuta
Bo nadal pragnie naród grabić

W krąg słychać głośne biadolenie
Szczególnie pośród tych wybrańców
Którzy przez całe pokolenie
Krok prawy z lewym mylą w tańcu

Te Radosławy i Wincenty
Donaldy Grześki oraz Hanki
Myśleli że z nich każdy święty
Całe wieczory oraz ranki

Lecz Pan Bóg tak ten świat urządził
I pieczęć przybił tak na amen
Że cham chociażby długo rządził
To pozostanie zawsze chamem

2.09.2017

 

Śmierć nad zatrutą studnią

images[8]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Który to już kolejny zamach?
Czy to już czas Apokalipsy?
Czy piekła się otwarła brama
Przez którą przejść musimy wszyscy?

Porzuciliśmy precz rozumy
W uciechach swe taplamy cielska
Pozbywszy się człowieczej dumy
Mówimy życie to groteska

Jak ćmy krążymy nad płomieniem
Bogiem nam kasa i zabawa
I bezrozumnym głów skinieniem
Rządzącym wciąż bijemy brawa

A oni ufni w boskość swoją
Jak ci w Sodomie i Gomorze
Dziś już niczego się nie boją
Działając tak by było gorzej

Lecz zapomnieli w swej głupocie
Że Allach też jest przecież Bogiem
I wysłał wojowników krocie
Co stoją już za naszym progiem

I trup się będzie ścielił gęsto
I puste łby o bruk zadudnią
I śmierć przychodzić będzie często
By płakać nad zatrutą studnią

18.08.2017

Trochę historii

imagesDI6GGJ0S

 

 

 

 

 

 

 

 

Najpierw ich złączyła miłość młoda i szalona
Oraz wiara że trudności potrafią pokonać
Potem nie wiadomo kiedy dzieciaków gromadka
Tak zaczęła się historia mej babci i dziadka

Kiedy ruszył tamten wrzesień w stal i trotyl zbrojny
Powędrował ojciec rodu wprost w objęcia wojny
Gdy w jesienne słoty wrócił przyniósł klęski brzemię
Lecz czasu nie bałamucił i uprawiał ziemię

Czasem przyszło się użalić nad rodziny losem
Ale właśnie wtedy babcia swoim ostrym głosem
Tak zwracała się do dziadka; mój kochany Janie
To damy dla partyzantów dzieciom też zostanie

Gdy w sierpniowe dni Warszawa stanęła w płomieniach
Dziadek Jan pod swoim dachem udzielił schronienia
Tym wygnańcom których Hitler wysiedlił z Warszawy
Do czasu w którym ucichły dni wojennej wrzawy

Potem przyszedł czas budowy pracy i nadziei
Opuszczały dziadków gniazdo dzieci po kolei
Zapuszczały swe korzenie w Polsce prawie całej
Powiększając stadko wnucząt do gromady małej

Dziś zmieszały się nazwiska z innymi rodami
Ale wszyscy z rodu dziadków są dziś Polakami
Ja najstarszym będąc z wnuków tu na dziadków grobie
Prosto z serca z całą mocą te słowa wypowiem:

Vivat Ojce vivat Dziadki vivat Pradziadowie
Za to żeście wnukom swoim układali w głowie
Czym jest Honor Bóg Ojczyzna i czym bliźni ludzie
Czym jest wiedza czym jest praca i czym życie w trudzie

Czym jest postęp czym wstecznictwo mądrość i głupota
Czy jest prawda a czym kłamstwo państwo i hołota
Choćbyś skończył sto uczelni wszystkie fakultety
A nie poznał prostej prawdy głupiś jest niestety

Popatrz dziś na Europę na rządzących światem
Tych tytanów intelektu tylko smagać batem
Nie hołubić i podziwiać na piedestał stawiać
Lecz piętnować krytykować i władzy pozbawiać

Jeśli czytasz moje słowa i trochę w nie wątpisz
To bądź pewien katastrofa dopiero nastąpi
Gdy wyginie ród mych dziadków i innych Polaków
Pozostaną komuniści i wielu łajdaków

13.08.2017

Obrazek z przeszłości

 

 

 

 

 

 

 

 

Bielą i błękitem obraz malowany
Na nim wzgórek i kościół w kościele organy
Z manuałem bielutkich i czarnych klawiszy
Które ręką nie tknięte były wzorem ciszy

I ten prospekt co błyszczał srebrem piszczałkowym
Ustawiony w szeregu jak w szyku wojskowym
Podniesiony wysoko na wzniesieniu chóru
Milczącej klawiaturze nie śpiewał do wtóru

I anioły z prospektu młode oraz pulchne
Na klawisze zerkając stawały się smutne
Marzyły aby wreszcie ktoś przerwał tę ciszę
Palcami dotykając bielutkie klawisze

Ich marzenie już wkrótce wypełnić się miało
Dwóch młodzianków podstępem na chór się dostało
I po chwili gdy miechy tłoczyły powietrze
Nutki z wolna nieśmiało rozbrzmiewały pierwsze

„Święty Boże” zabrzmiało na dolnych rejestrach
I długo wybrzmiewało jak wielka orkiestra
Która ku chwale Pana nutki rozsypuje
Wielbi Go i prosi i grą Mu dziękuje

Ten obrazek z przeszłości słowem malowany
Na którym pierwsze miejsce zajmują organy
Wydarzył się naprawdę w ziemi świętokrzyskiej
Sercu memu najdroższej i zawsze mi bliskiej

Czas teraz czytelniku odkryć prawdę całą
Jedną zwrotkę poświęcić temu co się stało
Z dwoma łobuziakami fanami muzyki
Którzy wciąż pamiętają z dzieciństwa wybryki

Ten który wtedy grywał teraz wiersze pisze
Jego kumpel z dzieciństwa uderza w klawisze
Ciszę kościelną mącąc jako organista
I dotąd się przyjaźnią – to rzecz oczywista

1.08.2017

Białe chmurki

 

 

 

 

 

 

 

 

Białe i tak puszyste jak wata cukrowa
Płyną świetliste chmurki po nieba błękicie
Te które od dzieciństwa pamięć moja chowa
Ich kształty pielęgnując poprzez całe życie

Te puszyste i ciepłe jak bochenki chleba
Które babcia wyjęła z pieca gorącego
Zapachem sięgające błękitnego nieba
Nad domem który pełnił rolę rodzinnego

Blaskiem słońca smagane po kształtach krawędzi
W najróżniejsze postacie wcielały się płynąc
Wtedy gdy je z południa wiatr leniwie pędził
W pamięci mej zapadły by nigdy nie zginąć

Dzisiaj te same chmury widzę poprzez pryzmat
Pryzmat czasu co liczy już ponad pół wieku
I w pamięć mą wpisuję taki paradygmat
Niech obraz ten z dzieciństwa tkwi w każdym człowieku

Obraz biały przejrzysty nie skażony fałszem
Święty niczym ikona z kapliczki drewnianej
Która na dróg rozstaju zmęczonemu marszem
Pozwala cel dostrzegać na drodze nieznanej

27.07.2017

Bez serc bez ducha

Między błękitem nieba a szarością Ziemi
Niczym pajęcze sieci targane wiatrami
Na własny egocentryzm patrzymy zdumieni
I pytanie stawiamy; cóż się stało z nami?

Gdzie podziały się wiara nadzieja i miłość
Które z drzew nas spuściły i z jaskiń wywiodły
Gdzie się teraz podziewa ludzka sprawiedliwość
O którą od zarania człowiek wznosił modły?

„Prawo moralne we mnie pod nieba błękitem”
Gdzież się ono podziało i czy jeszcze wróci
Czy wyśmiane przez mędrków okaże się hitem
I człowieczej materii znów ducha przywróci?

„Bez serc i bez ducha to szkieletów ludy”
Pisał niegdyś poeta w wierszach do rodaków
Na nic słowa poety zdały się i trudy
Bowiem wielu wolało zmienić się w prostaków

Za grosze roztrwoniwszy człowieczeństwo swoje
Za szkiełka kolorowe i pomniejsze łupy
Hołubiąc patologię z Bogiem tocząc boje
Śmiało wyrzec dziś mogą; myśmy zwykłe trupy

I ich wiara w materię ziści się do joty
Bo duch chociaż powoli odnowi człowieka
W truchło wkrótce zamieni wszelkiej maści cioty
Zamieszka pośród tłumu który nań tu czeka

Lewacki order

 

 

 

 

 

 

 

 

Lewico moja ukochana
Ty zbawicielko wszystkich ludzi
Do późnej nocy już od rana
Nad naszym szczęściem chcesz się trudzić

Ty wiesz najlepiej co nam trzeba
Chociaż cię nie prosimy o nic
Na siłę nam przychylasz nieba
I nie pozwalasz łzy uronić

Ty lewicowe ideały
Ciągle zaprzęgasz do roboty
I skupiasz swój wysiłek cały
Nad propagacją swej głupoty

Czasem gdy patrzę w szkło ekranu
W którym się twój wyznawca biedzi
To myślę sobie; tak dla szpanu
W kamerę patrzy no i bredzi

Jego rozmówcy w pysk mu plują
On tylko łapą ściera ślinę
Oni z pogardą konstatują
My rozmawiamy z sukinsynem

Drogi lewaku idioto
Jeśli koniecznie chcesz być durniem
Wiedz że kamera nie jest po to
Aby w normalnych wzniecać furie

Miast do kamery pieprz głupoty
Przed lustrem kiedy golisz mordę
Może w nagrodę twej roboty
Tobie POdobny da ci order

17.06.2017

Polsko

 

 

 

 

 

 

 

 

Polsko – kraju Boga i ludzi
Niechaj twój wróg się nie łudzi
Że cię orężem pokona
Bo prędzej sczeźnie i skona

Już nieraz Szwab oraz Rusy
Czynili wspólnie zakusy
By cię najechać i pobić
Dziś znów próbują to zrobić

Lecz marne te ich starania
Oni u klęski zarania
Dni swe ostatnie już liczą
Głowy schylając przed dziczą

Im gender już nie pomoże
Putin i Merkel w pokorze
Niech biją łbem przed Allahem
Trzęsąc portkami ze strachem

Dziś się objawia moc Boska
I Jego nad Polską troska
Więc niech lewactwo pamięta
Polak i Polska jest święta

15.06.2017

Nie będzie wierszy

Nie będzie więcej żadnych wierszy
Dla Boskiej czy też ludzkiej chwały
Nowe otwarcie – właśnie pierwszy
Powstaje w głowie mej wiersz biały

Po co się trudzić rymów szukać
Łączyć je w strofy rytm melodię
Wystarczy kilka słów wydukać
I zamiast w wiersze iść w parodię

Wiersz niech powstanie wolny biały
Bez żadnych reguł i prawideł
Taki na wzór zwyczajnej chały
Który poecie doda skrzydeł

A uskrzydlony nim poeta
Co wierszy pisać nie potrafi
Kiedy dopadnie go podnieta
Wstąpi do poetyckiej mafii

I będzie strzępił jęzor prozą
I przekonywał do swych racji
Kit wam wciskając pełną dozą
W imię tak zwanej demokracji

A wy na wskroś tak nowocześni
Otwarłszy gęby ze zdziwienia
Nie dostrzegacie że piszący
Nie ma wam nic do powiedzenia

Proszę więc puentę niech powstanie
I wam wyjawi pewien szczegół
Nie będzie wierszy gdy pisanie
Jest pozbawione wszelkich reguł

Jeszcze dwa słowa o muzyce
Dorzucę prozą wam od siebie
Dopóki wierna matematyce
Rozbrzmiewa w uszach jak chór w niebie

Gdy ją uwolnisz od kanonów
Zniszczysz harmonię rytm melodię
To zamiast pieśni wzniosłych tonów
Usłyszysz tylko kakafonię

Gdy człowiek stanął na dwóch nogach
W głowie mu utkwił pewien szczegół
Wskazany przez samego Boga
Aby się nie wyzbywał reguł

Lecz ty człowieku tak dzisiejszy
Wolisz by chaos był ci bogiem
Nie znajdziesz więcej moich wierszy
Od dzisiaj będziesz moim wrogiem

Na pożegnanie ważny szczegół
Za który muszę was pochwalić
Waszą regułą jest brak reguł
Więc świat wasz musi się zawalić

**********

Przed ludem tylko chylę czoła
Tym prostym słabo wykształconym
Który o łaskę Bożą woła
I nie chce więcej czcić mamony

Ten pracowity i rozsądny
Od wieków dla tradycji wierny
Wiedzący czym są czasy wojny
O którym wy mówicie mierny

Wy literaci twórcy sztuki
I wy mizerne aktorzyny
Wy dzieci zapłodnionej suki
Jesteście zwykłe sukinsyny

Nie będzie już dalszego ciągu
Bo mojej śliny na was szkoda
Za wasz całokształt sznur na drągu
Taka od ludu wam nagroda

5.05.2017

Już prasuję

Już prasuję kalesony
Oraz muszkę i koszulę
Jutro będę bił pokłony
Łajzie którą zowią królem

Więc wyglądać muszę super
Pachnieć także muszę ładnie
To może mnie cmoknie w kuper
Ten witany tak paradnie

Patrzę w lustro całkiem całkiem
Tylko buty zabłocone
Wytrę jutro je pyszałkiem
Gdy się nisko mu pokłonię

Mylić wszak się każdy może
Gdy na zdjęcie jego zerkam
Myślę sobie mój Ty Boże
Tak wygląda zwykła ścierka

Więc za grzechy dla pokuty
Chociaż to zwyczajna menda
Będę nią wycierał buty
Tyle dla mnie wart przybłęda

18.04.2017