maestro2

Śmierć nad zatrutą studnią

images[8]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Który to już kolejny zamach?
Czy to już czas Apokalipsy?
Czy piekła się otwarła brama
Przez którą przejść musimy wszyscy?

Porzuciliśmy precz rozumy
W uciechach swe taplamy cielska
Pozbywszy się człowieczej dumy
Mówimy życie to groteska

Jak ćmy krążymy nad płomieniem
Bogiem nam kasa i zabawa
I bezrozumnym głów skinieniem
Rządzącym wciąż bijemy brawa

A oni ufni w boskość swoją
Jak ci w Sodomie i Gomorze
Dziś już niczego się nie boją
Działając tak by było gorzej

Lecz zapomnieli w swej głupocie
Że Allach też jest przecież Bogiem
I wysłał wojowników krocie
Co stoją już za naszym progiem

I trup się będzie ścielił gęsto
I puste łby o bruk zadudnią
I śmierć przychodzić będzie często
By płakać nad zatrutą studnią

18.08.2017

Trochę historii

imagesDI6GGJ0S

 

 

 

 

 

 

 

 

Najpierw ich złączyła miłość młoda i szalona
Oraz wiara że trudności potrafią pokonać
Potem nie wiadomo kiedy dzieciaków gromadka
Tak zaczęła się historia mej babci i dziadka

Kiedy ruszył tamten wrzesień w stal i trotyl zbrojny
Powędrował ojciec rodu wprost w objęcia wojny
Gdy w jesienne słoty wrócił przyniósł klęski brzemię
Lecz czasu nie bałamucił i uprawiał ziemię

Czasem przyszło się użalić nad rodziny losem
Ale właśnie wtedy babcia swoim ostrym głosem
Tak zwracała się do dziadka; mój kochany Janie
To damy dla partyzantów dzieciom też zostanie

Gdy w sierpniowe dni Warszawa stanęła w płomieniach
Dziadek Jan pod swoim dachem udzielił schronienia
Tym wygnańcom których Hitler wysiedlił z Warszawy
Do czasu w którym ucichły dni wojennej wrzawy

Potem przyszedł czas budowy pracy i nadziei
Opuszczały dziadków gniazdo dzieci po kolei
Zapuszczały swe korzenie w Polsce prawie całej
Powiększając stadko wnucząt do gromady małej

Dziś zmieszały się nazwiska z innymi rodami
Ale wszyscy z rodu dziadków są dziś Polakami
Ja najstarszym będąc z wnuków tu na dziadków grobie
Prosto z serca z całą mocą te słowa wypowiem:

Vivat Ojce vivat Dziadki vivat Pradziadowie
Za to żeście wnukom swoim układali w głowie
Czym jest Honor Bóg Ojczyzna i czym bliźni ludzie
Czym jest wiedza czym jest praca i czym życie w trudzie

Czym jest postęp czym wstecznictwo mądrość i głupota
Czy jest prawda a czym kłamstwo państwo i hołota
Choćbyś skończył sto uczelni wszystkie fakultety
A nie poznał prostej prawdy głupiś jest niestety

Popatrz dziś na Europę na rządzących światem
Tych tytanów intelektu tylko smagać batem
Nie hołubić i podziwiać na piedestał stawiać
Lecz piętnować krytykować i władzy pozbawiać

Jeśli czytasz moje słowa i trochę w nie wątpisz
To bądź pewien katastrofa dopiero nastąpi
Gdy wyginie ród mych dziadków i innych Polaków
Pozostaną komuniści i wielu łajdaków

13.08.2017

Obrazek z przeszłości

 

 

 

 

 

 

 

 

Bielą i błękitem obraz malowany
Na nim wzgórek i kościół w kościele organy
Z manuałem bielutkich i czarnych klawiszy
Które ręką nie tknięte były wzorem ciszy

I ten prospekt co błyszczał srebrem piszczałkowym
Ustawiony w szeregu jak w szyku wojskowym
Podniesiony wysoko na wzniesieniu chóru
Milczącej klawiaturze nie śpiewał do wtóru

I anioły z prospektu młode oraz pulchne
Na klawisze zerkając stawały się smutne
Marzyły aby wreszcie ktoś przerwał tę ciszę
Palcami dotykając bielutkie klawisze

Ich marzenie już wkrótce wypełnić się miało
Dwóch młodzianków podstępem na chór się dostało
I po chwili gdy miechy tłoczyły powietrze
Nutki z wolna nieśmiało rozbrzmiewały pierwsze

„Święty Boże” zabrzmiało na dolnych rejestrach
I długo wybrzmiewało jak wielka orkiestra
Która ku chwale Pana nutki rozsypuje
Wielbi Go i prosi i grą Mu dziękuje

Ten obrazek z przeszłości słowem malowany
Na którym pierwsze miejsce zajmują organy
Wydarzył się naprawdę w ziemi świętokrzyskiej
Sercu memu najdroższej i zawsze mi bliskiej

Czas teraz czytelniku odkryć prawdę całą
Jedną zwrotkę poświęcić temu co się stało
Z dwoma łobuziakami fanami muzyki
Którzy wciąż pamiętają z dziciństwa wybryki

Ten który wtedy grywał teraz wiersze pisze
Jego kumpel z dzieciństwa uderza w klawisze
Ciszę kościelną mącąc jako organista
I dotąd się przyjaźnią – to rzecz oczywista

1.08.2017

Białe chmurki

 

 

 

 

 

 

 

 

Białe i tak puszyste jak wata cukrowa
Płyną świetliste chmurki po nieba błękicie
Te które od dzieciństwa pamięć moja chowa
Ich kształty pielęgnując poprzez całe życie

Te puszyste i ciepłe jak bochenki chleba
Które babcia wyjęła z pieca gorącego
Zapachem sięgające błękitnego nieba
Nad domem który pełnił rolę rodzinnego

Blaskiem słońca smagane po kształtach krawędzi
W najróżniejsze postacie wcielały się płynąc
Wtedy gdy je z południa wiatr leniwie pędził
W pamięci mej zapadły by nigdy nie zginąć

Dzisiaj te same chmury widzę poprzez pryzmat
Pryzmat czasu co liczy już ponad pół wieku
I w pamięć mą wpisuję taki paradygmat
Niech obraz ten z dzieciństwa tkwi w każdym człowieku

Obraz biały przejrzysty nie skażony fałszem
Święty niczym ikona z kapliczki drewnianej
Która na dróg rozstaju zmęczonemu marszem
Pozwala cel dostrzegać na drodze nieznanej

27.07.2017

Bez serc bez ducha

Między błękitem nieba a szarością Ziemi
Niczym pajęcze sieci targane wiatrami
Na własny egocentryzm patrzymy zdumieni
I pytanie stawiamy; cóż się stało z nami?

Gdzie podziały się wiara nadzieja i miłość
Które z drzew nas spuściły i z jaskiń wywiodły
Gdzie się teraz podziewa ludzka sprawiedliwość
O którą od zarania człowiek wznosił modły?

„Prawo moralne we mnie pod nieba błękitem”
Gdzież się ono podziało i czy jeszcze wróci
Czy wyśmiane przez mędrków okaże się hitem
I człowieczej materii znów ducha przywróci?

„Bez serc i bez ducha to szkieletów ludy”
Pisał niegdyś poeta w wierszach do rodaków
Na nic słowa poety zdały się i trudy
Bowiem wielu wolało zmienić się w prostaków

Za grosze roztrwoniwszy człowieczeństwo swoje
Za szkiełka kolorowe i pomniejsze łupy
Hołubiąc patologię z Bogiem tocząc boje
Śmiało wyrzec dziś mogą; myśmy zwykłe trupy

I ich wiara w materię ziści się do joty
Bo duch chociaż powoli odnowi człowieka
W truchło wkrótce zamieni wszelkiej maści cioty
Zamieszka pośród tłumu który nań tu czeka

Lewacki order

 

 

 

 

 

 

 

 

Lewico moja ukochana
Ty zbawicielko wszystkich ludzi
Do późnej nocy już od rana
Nad naszym szczęściem chcesz się trudzić

Ty wiesz najlepiej co nam trzeba
Chociaż cię nie prosimy o nic
Na siłę nam przychylasz nieba
I nie pozwalasz łzy uronić

Ty lewicowe ideały
Ciągle zaprzęgasz do roboty
I skupiasz swój wysiłek cały
Nad propagacją swej głupoty

Czasem gdy patrzę w szkło ekranu
W którym się twój wyznawca biedzi
To myślę sobie; tak dla szpanu
W kamerę patrzy no i bredzi

Jego rozmówcy w pysk mu plują
On tylko łapą ściera ślinę
Oni z pogardą konstatują
My rozmawiamy z sukinsynem

Drogi lewaku idioto
Jeśli koniecznie chcesz być durniem
Wiedz że kamera nie jest po to
Aby w normalnych wzniecać furie

Miast do kamery pieprz głupoty
Przed lustrem kiedy golisz mordę
Może w nagrodę twej roboty
Tobie POdobny da ci order

17.06.2017

Polsko

 

 

 

 

 

 

 

 

Polsko – kraju Boga i ludzi
Niechaj twój wróg się nie łudzi
Że cię orężem pokona
Bo prędzej sczeźnie i skona

Już nieraz Szwab oraz Rusy
Czynili wspólnie zakusy
By cię najechać i pobić
Dziś znów próbują to zrobić

Lecz marne te ich starania
Oni u klęski zarania
Dni swe ostatnie już liczą
Głowy schylając przed dziczą

Im gender już nie pomoże
Putin i Merkel w pokorze
Niech biją łbem przed Allahem
Trzęsąc portkami ze strachem

Dziś się objawia moc Boska
I Jego nad Polską troska
Więc niech lewactwo pamięta
Polak i Polska jest święta

15.06.2017

Nie będzie wierszy

Nie będzie więcej żadnych wierszy
Dla Boskiej czy też ludzkiej chwały
Nowe otwarcie – właśnie pierwszy
Powstaje w głowie mej wiersz biały

Po co się trudzić rymów szukać
Łączyć je w strofy rytm melodię
Wystarczy kilka słów wydukać
I zamiast w wiersze iść w parodię

Wiersz niech powstanie wolny biały
Bez żadnych reguł i prawideł
Taki na wzór zwyczajnej chały
Który poecie doda skrzydeł

A uskrzydlony nim poeta
Co wierszy pisać nie potrafi
Kiedy dopadnie go podnieta
Wstąpi do poetyckiej mafii

I będzie strzępił jęzor prozą
I przekonywał do swych racji
Kit wam wciskając pełną dozą
W imię tak zwanej demokracji

A wy na wskroś tak nowocześni
Otwarłszy gęby ze zdziwienia
Nie dostrzegacie że piszący
Nie ma wam nic do powiedzenia

Proszę więc puentę niech powstanie
I wam wyjawi pewien szczegół
Nie będzie wierszy gdy pisanie
Jest pozbawione wszelkich reguł

Jeszcze dwa słowa o muzyce
Dorzucę prozą wam od siebie
Dopóki wierna matematyce
Rozbrzmiewa w uszach jak chór w niebie

Gdy ją uwolnisz od kanonów
Zniszczysz harmonię rytm melodię
To zamiast pieśni wzniosłych tonów
Usłyszysz tylko kakafonię

Gdy człowiek stanął na dwóch nogach
W głowie mu utkwił pewien szczegół
Wskazany przez samego Boga
Aby się nie wyzbywał reguł

Lecz ty człowieku tak dzisiejszy
Wolisz by chaos był ci bogiem
Nie znajdziesz więcej moich wierszy
Od dzisiaj będziesz moim wrogiem

Na pożegnanie ważny szczegół
Za który muszę was pochwalić
Waszą regułą jest brak reguł
Więc świat wasz musi się zawalić

**********

Przed ludem tylko chylę czoła
Tym prostym słabo wykształconym
Który o łaskę Bożą woła
I nie chce więcej czcić mamony

Ten pracowity i rozsądny
Od wieków dla tradycji wierny
Wiedzący czym są czasy wojny
O którym wy mówicie mierny

Wy literaci twórcy sztuki
I wy mizerne aktorzyny
Wy dzieci zapłodnionej suki
Jesteście zwykłe sukinsyny

Nie będzie już dalszego ciągu
Bo mojej śliny na was szkoda
Za wasz całokształt sznur na drągu
Taka od ludu wam nagroda

5.05.2017

Już prasuję

Już prasuję kalesony
Oraz muszkę i koszulę
Jutro będę bił pokłony
Łajzie którą zowią królem

Więc wyglądać muszę super
Pachnieć także muszę ładnie
To może mnie cmoknie w kuper
Ten witany tak paradnie

Patrzę w lustro całkiem całkiem
Tylko buty zabłocone
Wytrę jutro je pyszałkiem
Gdy się nisko mu pokłonię

Mylić wszak się każdy może
Gdy na zdjęcie jego zerkam
Myślę sobie mój Ty Boże
Tak wygląda zwykła ścierka

Więc za grzechy dla pokuty
Chociaż to zwyczajna menda
Będę nią wycierał buty
Tyle dla mnie wart przybłęda

18.04.2017

Słowo się rzekło

” Słowo się rzekło kobyłka u płota”
Tym zapewnieniem szlachcica pewnego
Nie pragnąc od was ni srebra ni złota
Zwracam się do was tym słowem; kolego

Szanowny Tomku i szanowny Piotrze
By się wywiązać ze swej obietnicy
Nim uśmiech szczery łzy wam z oczu otrze
Uchylę wam rąbka pewnej tajemnicy

Nie jest to prawdą że nie lubię Żydów
Przed każdym bowiem kapelusz uchylę
Kto prawdę ceni i pełen jest wstydu
Gdy  miesza kłamstwa w informacji bryle

To co robicie z moimi wierszami
Tak nie do końca z prawdą bywa w zgodzie
Manipulacja często bywa z wami
I tak się czuje jako ryba w wodzie

Lecz nie mam żalu i daję wam słowo
Że wam współczuję tak jak inni ludzie
Wszak ja dla hecy piszę to i owo
Wy chleb powszedni wykuwacie w trudzie

Lecz mam nadzieję i tego wam życzę
Abyście prawdę szanowali szczerze
Ja was przestanę smagać wierszy biczem
Wy w mej intencji zmówicie pacierze

27.04.2017

A my w zieleni zatopieni

 

 

 

 

 

 

 

 

A my w zieleni zatopieni 2

 

10.04.2010

48a59f4142028f041d9f2b58566c

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10.04.2017

Dzisiaj na fali TOKfm-u
Dwóch redaktorów nie wiedzieć czemu
Pod mym adresem kieruje żale
Że o Smoleńsku nie piszę wcale

Otwieram gębę aż ze zdziwienia
Gdzie się podziały wasze sumienia
Aby obrzucać mnie kalumniami
Ja przecież grzecznie rozmawiam z wami

Czemu więc błotem mnie okładacie
Chcecie Smoleńska to proszę macie
Spójrzcie w tytuły moich wierszyków
Tych o Smoleńsku jest tam bez liku
Jednak by pamięć waszą odświeżyć
Treść tego wiersza polecam przeżyć:

To ty historio ladacznico
Co dajesz ciała wszem i wobec
Pudrujesz znowu swoje lico
Nieszczęściom nowym chcąc zapobiec.

Ty co nam mówisz wciąż o męstwie
Niegodziwości chwytasz skrzętnie
Prawdę ukrywasz, a o kłamstwie
Wciąż opowiadasz bardzo chętnie.

Ty kurtyzano w służbie władzy,
Która rzekomo jest od Boga,
Marszów żałobnych piszesz frazy
Skocznie na diabła grając rogach.

Pamiętasz „Prawdę o Katyniu”
Wydaną w pięćdziesiątym drugim?
Wójcicki kłamał w tym wydaniu
I kłamstwo szerzył przez czas długi.

Głosiłaś wtedy ludziom wszystkim
Jak kazał ci towarzysz Stalin
Wierszem tak znanej ci noblistki,
Że usta słodsze ma od malin.

Lecz słodycz jego ust skrzywionych
Nie malinami przepełniona
Lecz krwią w Katyniu mordowanych
Od  której twoja  prawda kona.

Bowiem nie Hitler i Germanie
Zbrodni w Katyniu dokonali,
Jak to głosiłaś w swojej „Prawdzie”,
Lecz właśnie sam towarzysz Stalin.

Cóż, więc historio o Smoleńsku
Dzisiaj Polakom będziesz kłamać
Wyniośle, czyli tak po pańsku
Powiesz, że to był tylko dramat?

I nie przestaniesz przygadywać
Kto korzyść odniósł z tej tragedii?
Będziesz nam ciągle kit sprzedawać,
Że oni sobie tak polegli?

Głupia historio – matko nauk
Będę cię kopał, deptał, gnębił
Dopóki w Polsce każdy nieuk
Wiedzy o kłamstwie twym nie zgłębi.

I miast historii o Smoleńsku
PRAWDA ogłosi swoje zdanie,
Że to co było tam w Smoleńsku
To było zwykłe mordowanie.
19.03.2013.

Pozwolę sobie przejść do morału
W którym stanowczo chociaż pomału
Żądam przeprosin za kłamstwa wasze
Mój drogi Piotrze razem z Tomaszem

Gdy dokonacie aktu przeprosin
W każdym mym wierszu będę donosił
Żeście symbolem prawdy i wiedzy
Będę się do was zwracał; Koledzy

10. 04.2017

A my w zieleni zatopieni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spójrzcie dokoła moi mili
Wstrzymajcie oddech choć na chwilę
Wiosna nadeszła w jednej chwili
Wkrótce pojawią się motyle
A serce niech na każdym kroku
Wychwala nową porę roku

Niech ciepło grzeje nasze kości
A wiatr rozwiewa resztki włosów
Niech nas opuszczą smutki złości
Radość niech będzie darem losu
Niech pieśń wybrzmiewa nam radosna
Że najpiękniejszą z pór jest wiosna

Tym którzy tego nie doznają
Tym z kapitałem kotom tłustym
Życzmy niech kasę wciąż zbierają
I napełniają worek pusty
Niechaj ich szczęściem będzie kasa
Na wzór znanego nam Midasa

Awanturnikom i mordercom
Którzy dla diabła wciąż pracują
I z Boga drwiącym wciąż szydercom
Pozwólmy niechaj wciąż ucztują
I wojny nowe niech wzniecają
Niechaj na wojnie umierają

A my w zieleni zatopieni
Promienie słońca łapiąc dłońmi
Ciałem z leżakiem zespoleni
Nie dajmy się stąd ruszyć końmi
I spoglądając w białe chmury
Kochajmy wiosnę – dar natury

5.04.2017

Rekolekcyjne rozważania

zmartwychwstaly

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dosyć już mam destrukcji dosyć utyskiwań
Dosyć czarnych obrazów i krzywych zwierciadeł
W których niby przypadkiem diabeł się ukrywa
Lub przez niego stworzona galeria widziadeł

Nawet w najbardziej jasny i pogodny ranek
Ciemność zalega w duszy i myśl moją plącze
Jakby chciała roztrzaskać ten bezuchy dzbanek
Który mi wodę nosi nim życia nie skończę

Ale na nic knowania szatańskich pomiotów
Na nic ich obietnice że gdzieś świat jest lepszy
Głębię duszy zmusiłem teraz do wymiotów
Niech się z żółci oczyści i niech się ulepszy

To ona podświadomie spełnia me rozkazy
I w rzeczywistość zmienia urojenia chore
Ale gdy oczyszczona zostanie bez skazy
Wolą mego rozumu zmieni moją dolę

W przebaczeniu dla moich oraz cudzych grzechów
Odnajdzie siły nowe i nowe zadania
I na twarzy umieści tysiące uśmiechów
By czas postu zarazem był czasem czekania

Niech się ziści w czekaniu marzenie każdego
O miłości ofiarnej które grób otworzy
Odrzuciwszy precz kamień z grobu człowieczego
Uświadomi że miłość to przecież dar Boży

2.04.2017

Porzućcie tę nadzieję

 

 

 

 

 

 

 

 

Świat dzisiejszy jest pełen fałszywych proroków
Tych ciągle uśmiechniętych z jasną iskrą w oku
Którzy w piersi się bijąc tłumaczą tłumowi
Że już nie będą bluźnić przeciw rozumowi

Że wszystko teraz będzie przejrzyście i szczerze
Że już od dziś od jutra utwierdzą się w wierze
Aby wszystkie wysiłki szły dla dobra ludu
Bo tylko oni mogą dokonywać cudów

Spójrzcie na tych rządzących całą Europą
Czy wielu dobrych ludzi rzuca wam się w oko?
Czy Juncker wciąż pijany z fizjonomią Schulca
Nie zaciąga wam w głowach ręcznego hamulca?

Czy Timermans wraz z Tuskiem odrazy nie budzą?
Czy narody w niewoli wciąż jeszcze się łudzą
Że je Merkel z lewaczką piękną Mogherini
Ot tak z dobrego serca wolnymi uczyni?

Porzućcie tę nadzieję z którą się budzicie
Że któregoś wieczoru albo też o świcie
Świat wam będzie przyjazny i piękny zarazem
I marzenia się staną realnym obrazem

Prędzej lód będzie parzył ogień będzie chłodził
Niż ten lewacki zespół ludziom by dogodził
To jest lewacki zespół to swoista klasa
Dla której sensem życia jest ich własna kasa

Kto tego nie dostrzega jest najgłupszym z ludzi
Któremu rozum nie wróci niechaj się nie łudzi
Że lewactwo potępi islam i terroryzm
Pewniej wobec was wzmocni lewacki zamordyzm

25.03.2017