Miesięczne Archiwa: Grudzień 2016

Pomoże dziadek

dziadek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy cię los na ziemię rzuci
A nad głową kruki czarne
Pieśń żałobną będą nucić
Wieszcząc że twe życie marne
Ty z ziemi dźwigając ciało
Powiedz; – nic mi się nie stało -

Gdy wiatr w oczy ci zawieje
Choć przez chwilę będziesz ślepy
Wiedz że wszystko to się dzieje
Aby wkrótce było lepiej
Haust powietrza w płuca nabierz
Zrób znak krzyża odmów pacierz

Kiedy rzuci cię dziewczyna
Bo za mało miałeś forsy
Powiedz; – to nie moja wina
Niechaj trafi jej się gorszy -
Tak to w życiu bowiem leci
Nie to złoto co się świeci

Kiedy wszyscy cię zawiodą
I świat stanie ci się wrogiem
Niech złe myśli cię nie zwiodą
Zawrzyj sojusz z Panem Bogiem
On to bowiem przez przypadek
Sprawi że pomoże dziadek

31.12.2016

Jak skrzydłobiałe ptaki

imagesG251WJ2E

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak białoskrzydłe ptaki

Kiedy przeminie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy tylko przeminie święto sześciu króli
Jarek czule Ryszarda do piersi przytuli
I głaszcząc gdzie u ludzi bywa zwykle głowa
Szczerze doń przemówi; – tyś dupa wołowa
Hucpiarz oraz zadymiarz niedojda zwyczajny
Przykład kliniczny głupka oraz wódz ferajny
Która z rozumem ludzkim tyle ma wspólnego
Co beznogi z baletem mój drogi kolego

Jakże chciałbyś obalić rząd z wyboru ludu
Kto mógłby dziś dokonać tak wielkiego cudu?
Czy bezzębne staruchy z małą garścią Żydów
Wsparci garstką pedałów lesbijek bez wstydu
Czy też zbieraniną nazwisk dziwnie brzmiących
Bez wiedzy i zdolności do władzy się pnących?

Choćbyś na głowie stanął i dym puszczał z uszu
Dla hucpy nie obudzisz w ludziach animuszu
Nikt już nie siądzie z wami za okrągłym stołem
A te twoje podrygi czynione z mozołem
Spływają po narodzie jak po gęsi woda
I tutaj kończyć muszę bo słów dla was szkoda

28.12.2016

List otwarty

beznazwy

 

 

 

 

 

Szanowna Pani Premier Panie Prezydencie
Proszę przyjąć ukłony i dać nam w prezencie
Zapewnienie że wkrótce że całkiem niedługo
Państwo polskie zostanie wreszcie naszym sługą

Że nie pozwoli dłużej cyrku z siebie robić
Że gdy zajdzie potrzeba może mordy obić
Warchołom chuliganom durniom politycznym
Którzy w swej głupocie prą do burd ulicznych

Tym wszystkim półkretynom – nazwisk nie wymienię-
Którzy przez pokolenia swe kretyńskie brzemię
Obnoszą tak bezwstydnie przed naszym narodem
To strzelając do niego to morząc go głodem

Czemu byle łachudra syn zwyczajnej szmaty
Z córeczką prostytutki śmie podnosić łapy
I naruszać cielesność prawych polskich posłów?
Czy już nie ma sposobu na lewackich osłów?

Szanowna Pani Premier Panie Prezydencie
Zechciejcie teraz przyjąć ode mnie w prezencie
Radę którą Wam starzec gratis przekazuje
Wziąć za mordy te chamskie i prostackie szuje

I zgodnie z polskim prawem osądzić i skazać
Zabrać obywatelstwo z pamięci wymazać
I niech to dla Was nie będzie wyrzutów powodem
Lecz pieczęcią co łączy rządzących z  narodem

20.12.2016

Sklonujcie Lenina

 

Platformo która się Obywatelską zowiesz
I ty KODzie co jesteś zbrojnym jej ramieniem
Mam pewien plan – ciekawe co mi o nim powiesz -
Plan który powstał nagle w zgodzie z mym życzeniem

U podstaw tego planu legło założenie
Że na waszą pomyślność i wasze sukcesy
Za frajer robić musi całe pokolenie
Sypiąc wam grosz ostatni do przepastnej kiesy

Grosz ten jest wam należny z racji urodzenia
Bowiem wielu z was widzę jako znanych wnuków
Zbrodniarzy co nie kryli swego pochodzenia
I wprost się przyznawali do rodu Kałmuków

To wy inteligenci w pierwszym pokoleniu
Pierś dumnie wyprężacie na której ordery
Przypięte niczym zbrodnia na czystym sumieniu
Łapami cara lub Szwaba – idźcie do cholery

Lecz zanim tam dojdziecie raz jeszcze spróbujcie
Na miarę waszej wiedzy i waszych idei
Plan mój urzeczywistnić – planu się nie bójcie -
I to co wam zalecam zróbcie po kolei

Poproście swych przyjaciół z za wschodniej granicy
Aby wam przekazali próbki materiału
Z mauzoleum Lenina i by genetycy
Miliony klonów in vitro robili pomału

Niechaj każdy z was weźmie kilka takich klonów
I z uporem maniaka czule je hodujcie
A gdy trochę podrosną w waszym pięknym domu
Ideały lewackie do łbów im ładujcie

Gdy miliony Leninów ruszą do roboty
By wam splendoru dodać i dosypać kasy
Będziecie mogli dalej pie…..ć głupoty
I czuć się kastą ludzi tych najwyższej klasy

17.12.2016

Pasterka

pasterka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słońce spaliło przydrożne trawy
A deszcz jesienny zmył ich okruchy
I z płatków śniegu tak dla zabawy
Grudzień usypał białe poduchy

Tak bez ustanku i rok za rokiem
Jak błysk pioruna z burzy pomrukiem
Powraca obraz gdy Babcia z Dziadkiem
Szli na Pasterkę ze swoim wnukiem

A śnieg ujęty mrozu uściskiem
Wypełniał rytmem miarowe kroki
Sypiąc iskierki na strony wszystkie
Nowe wciąż tworząc z iskier widoki

Oddam dziś wszystko co z wielkim trudem
Mnożyłem w życiu tak bez potrzeby
By los pozwolił mi jakimś cudem
Tą samą drogę z Dziadkami przebyć

I chciałbym jeszcze abym w tym marszu
Wnuka mojego trzymał za rękę
By ciąg pokoleń w zgodzie bez fałszu
Idąc wciąż nucił jedną kolędę

12.12.2016

Jedyny wieczór

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To był jedyny taki wieczór
Na który wszyscyśmy czekali
Szarościom dnia jakby na przekór
Czekali duzi oraz mali

W gorączce serc i rąk zwinności
Ten dzień jedyny taki w roku
Pozwalał kończyć powinności
I wciąż w kierunku zerkać zmroku

A ten przychodził bardzo wcześnie
Przynosząc noc najdłuższą w roku
Dojrzałą ciemną jak czereśnie
Lub czerwień wiśniowego soku

Płonęło niebo pierwszą gwiazdą
Gdy stół tupnąwszy krótszą nogą
Przyzywał by w rodzinne gniazdo
Rodzinę zwołać w liczbę mnogą

I zasiadali za tym stołem
Ci starsi oraz małe dzieci
A buzie jasne i wesołe
Świeciły tak jak księżyc świeci

A stół ubrany w obrus biały
Z opłatkiem oraz szczyptą siana
Wszystkim wydaje się wspaniały
Gotowy tak trwać aż do rana

Najstarszy z rodu znakiem krzyża
Biały opłatek błogosławi
I z nim się do każdego zbliża
Niech się nim dzielą ludzie prawi

Zabłysły na choince lampki
Jak kiedyś gwiazda nad Betlejem
I popłynęły niczym z trąbki
Nutki o mocy co truchleje

I gdy tak tercją kwintą brzmiały
Czasem trącając septymami
Do nas przychodził Jezus mały
By już na zawsze zostać z nami

10.12.2016

Choinko mojej młodości

images

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakże piękną mi byłaś w dni dzieciństwa mego
Jakże często się śniłaś do ranka białego
Gdy świat był przysypany białym śniegu puchem
I kościelne organy grały mi nad uchem

Jakże piękną mi byłaś w świeczek migotaniu
Które się pochylały w organowym graniu
Kłaniając swym płomykiem kolędowym nutkom
Dobrą nowinę głosząc moim ludzkim smutkom

Jakże wzniosła i piękna byłaś właśnie wtedy
Gdy jeszcze nie poznałem zwykłej ludzkiej biedy
I troski o codzienność oraz dzień jutrzejszy
Gdy nie umiałem jeszcze pisać smutnych wierszy

Jakże mądrą troskliwą byłaś moja panno
Kiedy dzień zaczynałem modlitwą poranną
W domu dziadków i ojców pod miłości strzechą
Gdy nie musiałem dźwigać łez pod mą powieką

Potem wszystko runęło dziadkowie rodzice
Grono bliskich przyjaciół których nie wyliczę
I wreszcie wiek dojrzały odszedł w zapomnienie
Starość mi zostawiając i twoje wspomnienie

To wspomnienie po które sięgam dnia każdego
Które mi przypomina Jezusa małego
Gdy wraz z tobą przychodził niosąc tą nowinę
Że nawet gdybym umarł to nigdy nie zginę
Bo gdzieś tam w lepszym świecie czekasz na mnie miła
Choinko mojej młodości – w tobie moja siła

5.12.2016

Grudniową nocą

xxx

 

 

 

 

 

 

 

 

Czasem grudniowym grudniową nocą
Kiedy na niebie gwiazdki się złocą
Ciemność się wije we wszystkie strony
Budzą się w ludziach różne demony

Demony które nie są zbyt śliczne
Bowiem podłoże ich historyczne
Kieruje ludzi w stronę zgryzoty
Albo przyprawia ich o wymioty

Te wszystkie KODy partie fundacje
Te wielkie dzieła wciąż mają racje
Mówiąc że tylko forsa się liczy
Zarówno w kraju jak w zagranicy

A ja bym z nimi wszedł w polemikę
I skarcił głupców takim przytykiem
Do życia oprócz kasy i chleba
Często rozumu więcej potrzeba

6.12.2016

Zacznij szukać

rozum

 

 

 

 

 

Cóż zmieniają się standardy
I to wcale nie na żarty
Lecz na serio na poważnie
Śmiech wzniecając nawet w błaźnie

Nawet mądre profesory
Mądre prawe od tej pory
Kradzież zwą infantylnością
Perorując nam ze złością
Że senator kraść nie może
Bo jest dzieckiem – Mój Ty Boże
Czy te Środy i Hartmany
Rozum mają pomieszany?

A posłanka z Nowoczesnej
Pragnąc aby było śmieszniej
Posła równa z dziennikarzem
I od dzisiaj im rozkaże
By zmienili się rolami
W czasie gry przed kamerami

Pytania zadaje poseł
A dziennikarz cichym głosem
Na pytania odpowiada
Które mu pan poseł zada

Nastała nam moda nowa
Od której aż boli głowa
Mądry zgłupiał zmądrzał głupiec
Pora teraz morał upiec
I wyrazić go dosadnie;
Rozumu nikt ci nie skradnie
Gdy go nie masz trudna sztuka
Gdy go zgubisz zacznij szukać

1.12.2016