Miesięczne Archiwa: Lipiec 2016

Człowiek i forsa

Z szelestu liści słowa składam
I w pióra je ubieram pawie
Ja nimi tak jak pragnę władam
Jak dziecko wciąż się nimi bawię

Smakuję treść ich oraz barwę
Jak wina kroplę w ust koralach
W przeróżną je ubieram formę
I publikuję na portalach

Zebrane skrzętnie niczym liście
Pędzone wiatrem w czas jesieni
Podaję jak winogron kiście
Pragnąc znaczenie ich odmienić

Czemu się tak nad nimi modlę?
Wszak tak niewielu je przeczyta
A z tych niewielu treść ich pojmie
Ten tylko co o wszystko pyta

Ten kto nie wątpi i nie szuka
Ominie słowa obojętnie
A ten wątpiący do kaduka
Słowa odczyta bardzo skrzętnie

Bo w słowach siła jest zaklęta
Jak zapach róży w jej olejku
Lecz dziś niewielu już pamięta
Co znaczy słowo pośród zgiełku

W tej plątaninie słów i myśli
Gdzieś pogubiło się znaczenie
O które wciąż pytają bliźni
Czy słowo „człowiek” będzie w cenie?

Czy w cenie będzie tylko forsa
I zysk co w złoto się zamienia
A człowiek z jego tragifarsą
Przenigdy już nie wyjdzie z cienia?

Wszak forsa płynąc tak jak rzeka
Nieważne duża czy też mała
Potrafi zwać mianem człowieka
Zwykłego łacha oraz wała.

18.07.2016

Zostać zwykłym człowiekiem

 

 

 

 

 

 

 

 

Niechaj na śmierć nie czekam długo
Wszak ona Panie Twoją sługą
I przecież możesz ją przymusić
By pobyt mój na świecie skrócić

Zdejm z mojej głowy tę koronę
Błyszczącą niby białym szronem
Doświadczeniami które niosłem
Żeglując nimi niczym wiosłem

I dnia każdego o świtaniu
Marzyłem by w mym żeglowaniu
Nie było sztormów ani burzy
Lecz port wieńczący cel podróży

Na oceanie tej wędrówki
Różne płynęły obok łódki
Niektóre małe jak łupiny
Tonęły szybko bez przyczyny

I nikt nie płakał po nich wcale
Nawet najmniejsze wody fale
A one gdy gięły marnie
Liczyły że ich Ty przygarniesz

Lecz kiedy na dnie już zaległy
Zauważyły że przebiegły
Człowiek co Ciebie zamordował
W wiek dziewiętnasty wmaszerował

I zacierając krwawe dłonie
Ogłosił; „z Panem Bogiem koniec”
I głów uczonych całe tłumy
Mówiły że człowiek rozumny
Boskość po Tobie przejąć musi
By się podłością nie udusić

Nie długo trwały czasy fiesty
Bo oto nadszedł wiek dwudziesty
W którym ów człowiek z myślą boską
Wielką wykazał się beztroską

On w ciągu dwóch światowych wojen
Pomiędzy sobą toczył boje
I by podkreślić swoje bóstwo
Grał w grę co zwie się ludobójstwo

Miliony istnień słał w zaświaty
Licząc że stanie się bogaty
I burząc boski ład do szczętu
Zbrodnie swe miarą zwał postępu

Dziś w dobie kłamstwa i cynizmu
Płynie na fali terroryzmu
I hołd składając swej boskści
Gotuje marny los ludzkości

Tej która wszystko mając za nic
Popiera głupstwa te bez granic
I przyklaskując idiotom
Ku piekła wciąż podąża wrotom

Czy jest przed nami inna droga?
A może by przeprosić Boga?
I mądrość czerpać razem z wiekiem
By znowu zwykłym być człowiekiem?

15.07.2016

Kogucik

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kielichuuu… po kielichuu
We wsi kur od rana śpiewa
Pieje głośno i po cichu
Aż mi w głowie szumią drzewa

Po kielichu… niechaj będzie
Ten kogucik dobrze radzi
Nocnych bóli mi ubędzie
Po maluchu nie zawadzi

Pora już się żegnać z łóżkiem
Kogut dobre rady daje
Drugi kielich wypić duszkiem
I już się na nogi staje

Dzień zacząłem na wesoło
Rankiem lufę wypić lubię
Kogut śpiewa za stodołą
Mnie się lekko kręci w czubie

Przed obiadem z lekka ścięty
Słyszę głos mojej perliczki
Szykuj flaszkę bimbru z mięty
Bo na obiad ośmiorniczki

Piję kielich za kielichem
Kogut mi wesoło pieje
Panie bracie życie liche
Wokół łotry i złodzieje

Aby od nich się odgrodzić
Kogut śpiewa mi po cichu
Nie daj im się za nos wodzić
Lepiej wypij po kielichu

Coś bełkoczę ledwo stoję
Nogi z waty pustka w głowie
Przyznam że się trochę boję
Co kogucik teraz powie

To sen tylko moi mili
Z picia dawno już wyrosłem
To nie kogut mi się przyśnił
Lecz rozmowa z polskim posłem

5.07 2016

Dosyć

 

Na tym malutkim skrawku ziemi
Zroszonym potem oraz łzami
Nie pogardź Panie prośbami mymi
Zechciej zlitować się nad nami

Na tym niewielkim łez padole
Przez pokolenia i przez wieki
Pełnimy Panie swoje role
W czas dla nas podły i kaleki

Tu miedzy Odrą oraz Bugiem
Z rzadka szczęśliwe lata płyną
Tu nędzy naszej lata długie
Trwają i nigdy nie przeminą

A wiesz ty Panie gdzie przyczyna
Że wciąż nas gnębią różne plagi?
Że wina ojca idzie w syna
I wnuk na pewno będzie nagi?

W polskiej głupocie co nas trawi
Przez wieki oraz pokolenia
Tej pięknej niczym ogon pawi
Co w niewolników nas zamienia

Tej chrześcijańskiej która każe
Policzek wciąż nadstawiać drugi
Tej co prowadząc przed ołtarze
Każe nam zostać sługą sługi

Dosyć juz Panie tych doświadczeń
Eksperymentów na narodzie
Obietnic oraz innych świadczeń
Palcem pisanych wciąż na wodzie

Dosyć żydowskich hegemonów
Których to niby Ty wybrałeś
Nas zabierz do swojego domu
A im daj to co obiecałeś

Niechaj się ziemia dla nich stanie
Jak słowa z najpiękniejszych listów
I daj im na dokładkę Panie
Całe zastępy komunistów

Niech gospodarzą nią pospołu
Splątani w swe miłosne nici
I niech dołączą do zespołu
Pedały oraz sodomici

Dołóż im jeszcze króla Tuska
Schetynę oraz Bolka z Gdańska
A już niebawem ziemia pusta
Będzie niczyja i bezpańska

Będziesz ją wtedy mógł na nowo
Stworzyć bogatą i przepiękną
Dla ludzi co z odkrytą głową
Przed majestatem Twym uklękną

A o komuchach oraz Żydach
Dzieci się będą uczyć w szkole
Że przez komucha oraz Żyda
Człowiek ma coraz cięższą dolę.

3.07.2016