Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2016

Ocean

images

 

 

 

 

 

 

 

 

Wysechł już łez ocean który dla ojczyzny
Starannie pielęgnując zalewałem żalem
I choć na jego tafli zakwitły mielizny
Że całkiem kiedyś wyschnie nie myślałem wcale

Wciąż byłem przekonany że łez nie zabraknie
Że wezbrane potoki lud zasili łzami
Gdyż nasz ocean smutku wciąż nowych łez łaknie
Nie bacząc na uczucia targające nami

Lecz oto cud się zdarzył jak na Biblii stronach
Gdzie Pan przemienił wodę w wino doskonałe
Naród który los dzierżył w spracowanych dłoniach
Ocean osuszając smutek zmienił w chwałę

Pojaśniało oblicze strapionego ludu
Wzrok szlachetną iskrą rozpala się żarzy
Jeszcze trochę wysiłku jeszcze trochę trudu
Z oceanu zostanie tylko obraz wraży

I ta wiedza że wszystko zależy od ciebie
Że nie musisz z deszczu trafić wprost pod rynnę
I że nawet w najbardziej palącej potrzebie
Nie każdy wiersz od razu musi stać się hymnem

26.04.2016

Dopóki łaska

sółn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dopóki łaska Pana Boga
Nad Polską tarczę rozpościera
Nie straszna bojaźń nam ni trwoga
Strach nam tchu w piersi nie zapiera

Dopóki wiara jest w narodzie
Dopóty tarcza będzie chronić
Czy to pod wozem czy na wozie
Wolności swej będziemy bronić

Nas już nie zwiedzie blichtr zachodu
Ani idee z Moskwy rodem
My z wierzchu do samego spodu
Polskim pragniemy być narodem

Dość doktrynerów i proroków
Wypluła z głębi ziemia polska
Tych których na każdym kroku
O naród polski gnębi troska

My im w podzięce za starania
Historii pokażemy karty
Na których widać od zarania
Że z nich diabelskie są bękarty

Niechaj więc troszczą się o siebie
O swych proroków bogi swoje
Wszak oni dzisiaj są w potrzebie
To nas obdarza Bóg pokojem
Bo taka rzeczy jest kolejność
Że Bóg potrafi nagrodzić wierność

18.04.2016

 

 

Minęły czasy dobrobytu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Minęły czasy dobrobytu
Kradzieży, żydowskiego sprytu,
Który pozwalał bez żenady
Polaków doić do przesady

Minęły czasy pop-kultury
Na której się upasły Sztury
I innej maści Tuhaj-Beje
W skrócie-umówmy się-złodzieje

Trudniej dziś sprzedać produkt lichwy
I innej maści żydo-sitwy
O czym dziś frankowicze wiedzą
Na zadłużenia bombie siedząc

Trudniej dziś dostać jest łapówką
Już nie pół bańki – chociaż stówkę
Lecz dziś dać w łapę lud się boi
Kogo więc można dziś wydoić?

Polacy stają nam okoniem
To zawsze były harde goje
Oni nas teraz nienawidzą
Z naszych lewackich myśli szydzą

My teraz wszyscy ze zgryzoty
Poumieramy na suchoty
Do Israela spadać trzeba
Po kromkę razowego chleba.

Lecz przed tym jeszcze tak dla draki
Szymel możemy zrobić taki
Rusko-szwabskiego doić cyca
Tak jak przed laty Targowica

14.04.2014

Kolejny wieczór

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejny wieczór przed ekranem
Omiatam wzrokiem liter rzędy
Kiedyś ja byłem wierszy panem
Dzisiaj podzielam los przybłędy

Kiedyś pomysłów różnych krocie
Miałem na każde zawołanie
Dzisiaj w zadumy grzęznę błocie
I tak na zawsze już zostanie

W tej karuzeli licznych zdarzeń
Zgubiłem wątki rymy treści
I wszystkich się pozbyłem marzeń
O kompozycji wzniosłych pieśni

Ostatkiem woli rymy składam
Tak nieporadne jak motyle
Gdy wiatr ich lotem dziarsko włada
W wiersza je umieszczając bryle

Dobywam słowa z zakamarków
Pamięci która jeszcze żyje
I rozsypuję je w podarku
Wersom co teraz są niczyje

Szczególną troską jedno słowo
Obdarzam jak kobiety kwieciem
Słowo przy którym inne bledną
Słowo najdroższe w moim świecie

Dziś je przywołam raz tysięczny
I gromkim je wykrzyczę głosem
Słowo któremu jestem wdzięczny
Że się pochyla nad mym losem

Ojczyzno moja ukochana
Przed tobą padam na kolana
I w darze serce ci przynoszę
Rządź nim na wieki bardzo proszę

Uczucia w jedno zlej ognisko
Niechaj ogarnie ogień wszystko
Co z twym imieniem się kojarzy
Polsko ojczyzno wielu twarzy

Twarzy szlachetnych bogobojnych
Twarzy pokoju czasów wojny
I tych wpisanych w trud codzienny
I tych dla których jest niezmienny
Przekaz co idzie w pokolenia
„Ojczyzna to jest przodków ziemia”

Ziemia na którą wciąż czyhają
Łotry rozsiane wokół granic
Które uparcie tu się pchają
Przestrogi nasze mając za nic

Spójrz w oczy przodków pochyl głowę
I takim się odezwij słowem;
Ta ziemia to jest moja matka
I ojciec bracia oraz siostry
Będę jej bronił do ostatka
By jej nie wzięły żadne łotry

A ty człowieku co przed lustrem
Napełniasz łzami stągwie puste
Gdy patrzysz w twarzy swej odbicie
To czy ją widzisz należycie?

Czy szlachetności widzisz rysy
Czy za uszami czarne pejsy
Co spod jarmułki lokiem płyną
Zdradzając żeś jest żydowiną?

A może gdy wytężysz wzrok
Na czole ujrzysz sierp i młot
Albo kałmuckie skośne oczy
Które cię mogą zauroczyć?

A może w głębi twoich spojrzeń
Widać żeś tępym jest volksdojczem
Który przemierza przestrzeń ziemi
Aby w Semitę się zamienić?

Jeśli obrazek w twoim lustrze
Jest pośród wyżej wymienionych
To dzisiaj jutro lub pojutrze
Los twój zostanie przesądzony

Bo nie dla ciebie polska ziemia
Którą ty w piekło wciąż zamieniasz
Zlepkiem kretynów i prostaków
Siejąc nienawiść do Polaków

To właśnie dzisiaj czas nadchodzi
Aby sterami polskiej łodzi
Pokierowały polskie dłonie
Nim cała ziemia w ogniu spłonie.

13.04.2016

A ja mam

 

A ja mam w dupie tę Europę
Z jej eutanazją aborcją śmiercią
Wolę już zostać rosyjskim chłopem
Chłopa połową lub nawet ćwiercią

Wolę być ciemny jak kwit na węgiel
Byle nie patrzeć na LGBT
Niech wprowadzają to swoje gender
Ja wolę kochać swoją kobietę

Europejskich żydo-pedałów
Dać Muzułmanom do wydymania
Jedni i drudzy swych ideałów
Niech sobie bronią aż do usrania

Tym pierwszym bowiem brak rozumu
Zaś tym ciapatym brak kultury
A seks zbiorowy tego tłumu
Rozpali nawet mokre wióry

Z nich ogień buchnie aż do nieba
I spali całą tę hołotę
Narazie tyle mi potrzeba
O więcej się pomodlę potem

2.04.2016