Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2015

Utopia polityczna

 

Utopia polityczna rządzi Europą
Powstała tu i teraz przede wszystkim po to
By dogadzać lewakom i dewiantów zgrai
Za którą żyd i lichwa bez przerwy się czai

Okraść zadłużyć zniszczyć lichwa to potrafi
Ona to jest podporą politycznej mafii
Która profity czerpiąc z uciskania ludów
Bez pracy świetnie żyje nie ponosząc trudu

Lecz nagle gdzieś na mapie dwa małe punkciki
Mignęły żółtą kartką dla tej polityki
Której się pewnie zdaje że jest wielką siłą
Będąc tak małą i głupią jakby jej nie było

Przeciw tej polityce stają dwa narody
Choć samotne i małe to nie dają zgody
Na dalszą grabież ojczyzn i uporem swoim
Świadczą że nie pozwolą już się lichwie doić

Dwa państwa chociaż małe, duchem będąc wielkie
Nie chcą przymykać oczu na łajdactwa wszelkie
Chociaż osamotnione krzyczą w wielkim trudzie
„Precz z taką Europą nie dajmy się ludzie”

Wymienię te narody gwoli przypomnienia
To Madziarzy i Grecy których czas nie zmienia
Wraz z propagandą lichwy w narzędzia bezwolne
Lecz w narody choć małe do wielkości zdolne

29.06.2015

Żegnaj poezjo

poezja

Żegnaj poezjo moja luba
Tyś moja śmierć i moja zguba
Ty mnie przez wszystkie długie lata
Uczyłaś jak nie kochać świata

Pokazywałaś bez wytchnienia
Jak szybko giną gdzieś marzenia
Jak szybko wraca rzeczywistość
Która napędza naszą przyszłość

Ty się wyrzekłaś tego piękna
Przed którym każdy człowiek klęka
Chcąc aby piękno było pierwsze
Jak wiersz co się zaczyna wersem

Bo czym jest piękno ma poezjo
Czy polityczną jest herezją
Pogonią za próżnością świata
Łodzią podwodną która lata
Czy błyskiem który czasem gości
Twórców tak zwanej nowoczesności?

Idź precz przepadnij w swoich rymach
Nie będę cię tu dłużej trzymał
Bo pisząc bzdury przez te lata
Doszedłem tu na koniec świata

Stanąłem niczym upiór w masce
Na polityki będąc łasce
Zgubiłem piękno duszy mojej
Kładąc w nią wszystkie niepokoje
Które codzienne życie niesie
W tyglu głupoty i w bezkresie

W dzisiejszym z tobą porachunku
Chcę szukać tego wizerunku
Którym przystroisz wiersze moje
W miłość nadzieje niepokoje
Lecz nie te z politycznej półki
A te podobne do jaskółki
Która spod nieba błękitnego
Powraca wciąż do gniazda swego

Wtedy to ma poezjo droga
nie stanie więcej moja noga
Na politycznej walki placu
Pierwej nim zmusisz mnie do płaczu

28.06.2015

A rozum?

rozum

 

 

 

 

 

Jest taki jeden kraj nad Wisłą
Gdzie skretyniało prawie wszystko
Od sejmu rządu do ludzi tłumu
Wszystkim brakuje tu rozumu

Tu frankowicze kredyciarze
Wchodząc na szczyty swoich marzeń
Gotowi byli oddać życie
Aby się pławić w dobrobycie
Opartym głównie na kredycie

Tutaj dresiarze oraz kibole
Zagrali swe niechlubne role
Bo zamiast pracy oraz chleba
Igrzysk im było tu potrzeba

Tu mędrcy jakże nieomylni
Każdej głupocie są przychylni
Byleby za to mieć zapłatę
Gotowi zimę nazwać latem

Tu pracodawca grosza skąpi
I choć narzeka stęka wątpi
Wie że za ciężką swoją pracę
Sześć razy w roku ma wakacje

Tutaj napisać mi wypada
Że choć pracownik go okrada
Kasy mu nigdy nie brakuje
Bo się fiskusa oszukuje

Tak się tu kręci kołowrotek
Napędzający wciąż głupotę
A rozum? W kącie cicho gada;
- „Nie chcę kredytu muszę spadać
Od teraz dla mnie będzie normą
By nie głosować za Platformą”-

26.06.2015

W sześćdziesiąte trzecie

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie zawsze szedłem drogą, którą wskazywałeś
Szczególnie w czas młodości, w dorosłości progu,
Lecz dzisiaj wiem, że zawsze nade mną czuwałeś
Abym, jako wątpiący chciał zaufać Bogu.

Częściej Boże prosiłem niźli dziękowałem,
Tak zwyczajnie po ludzku niewdzięcznikiem byłem,
Lecz wraz z upływem czasu Ciebie poznawałem,
Twoją dobroć i miłość do końca odkryłem.

Nie opiszę przypadków miłosierdzia Twego
Nie chcąc, aby postronni me sekrety znali,
Lecz wszystkie je pamiętam, tak co do jednego,
I wiem, że o nich pamięć do końca ocalisz.

Nie powołam się Panie na kres mej wędrówki
W sześćdziesiąte już trzecie moje urodziny
Wiem, że wszedłem do życia już drugiej połówki
I proszę byś z tej pierwszej wymazał me winy.

Ja już dzisiaj nie muszę wzorem Mistrza swego,
Co z rodu Mickiewiczów nowogródzkich powstał,
Pytania Tobie stawiać tego jedynego;
Czyś Ty jest, czyś nie jest? – dla mnie to rzecz prosta.

Tyś mnie Panie obdarzył darem najcenniejszym
Ja nie muszę Cię widzieć by świadczyć o Tobie
Wiarę moją wyznaję w każdym z moich wierszy
I wiem, że Ty wiesz także dlaczego to robię.

Wiesz Panie, że już dzisiaj o nic Cię nie proszę,
Że od pewnego czasu tylko Ci dziękuję,
Że dnia każdego z rana zawsze Ci donoszę,
Że choć Cię nie pojmuję ciągle Cię miłuję.

Za to Panie żeś raczył Ojczyznę mą wskrzesić
Wyrwać ją z rąk lewacko-liberalnej sitwy
I choć nie chciałeś jeszcze wszystkiego obwieścić
Dziękuję, że nas wzywasz do ostatniej bitwy.

Dziękuję Ci za oczy szeroko otwarte
Dziękuję za serc bicie rytmem takim polskim
Dziękuję za tą wiedzę, że wszystko jest żartem
Oprócz tego co każesz zwać zrządzeniem boskim.

23.06.2015

Wielkie święto

miotła

 

 

 

 

 

 

 

 

Wielkie to będzie święto gdy w Polsce po latach
U steru rządu stanie posłanka Beata
Której naród zawierzy i przekaże władzę
Aby dobro narodu miała na uwadze

Po latach dryfowania na balii dziurawej
Ster oddajmy kobiecie uczciwej i prawej
Może wreszcie – daj Boże – nasz kraj wywinduje
Nieco wyżej niż dotąd robiły to szuje
Prowadzone za rękę przez chytrego szwaba
Po którym rządy przejęła zwykła prosta baba

Zanim jednak to wszystko naprawdę nastąpi
Niechaj w zwycięstwo prawdy nikt z nas już nie wątpi
Ona bowiem na przekór kłamstwu i podłości
Wypłynąć może po latach z dużej głębokości
I zmiótłszy hochsztaplerów którym wszystko lata
Nagrody jak Klos przydzieli; „miotła lub łopata”

21.06.2015

Miłość i polityka

 

 

 

 

 

 

 

Słońcem i niebem, górami, morzem,
Wodą błyszczącą w rzece, w jeziorze
Wiatrem wiejącym przez pola, lasy,
Skarbem schowanym na ciężkie czasy
Oraz natchnieniem w pisaniu bajek
Wciąż dla mnie jesteś jak dobry grajek.

Czasami jednak, gdy pospolitość
Zburzy i zmęczy szczęścia obfitość,
Potrafisz ukłuć jak kolec róży,
Który zapachem kwiatu się znużył
I rad, by nowej szukać podniety,
Która podobna jest do kobiety.

To właśnie wtedy najbardziej boli
Kiedy znajdujesz się w nowej roli
I zamiast chwalić głaskać po głowie
Najokrutniejsze słowa wypowiesz,
Które mą duszę ściskając smutkiem
Przypominają, że jestem głupkiem.

Bo zamiast pisać o uniesieniach,
Nocach upojnych, sennych marzeniach
Ja wciąż naprzeciw wdzięcznej liryce
Piszę głupoty o polityce.
Dziś niespodziankę jednak ci sprawię
I obiecuję, że się poprawię.

Pamiętam chabry na twej sukience
Takie niebieskie z nieba uśmiechem
Gdy na mej szyi splątałaś ręce
One pytały czy to jest grzechem.
Gdy na podłodze legły wraz z suknią
Ciężar stóp naszych czując na sobie
To rozbrzmiewały chabrową kłótnią
Kto z nas to pierwsze „kocham” wypowie.

I nie musiały czekać zbyt długo,
By z niecierpliwym twarzy wyrazem,
Usłyszeć serca, że chcą być sługą
Tych, którzy zawsze pragną być razem.
Dzisiaj już nie masz tamtej sukienki
Lecz chabry ciągle na polu rosną
I wspominają słowa piosenki,
Którą nuciły nam tamtą wiosną.

Z tych słów przydługich cóż więc wynika?
Że miłość, również jak polityka,
Rozum odbiera, wiąże, tumani
Lecz wciąż jest z nami – ciągle jest z nami.

17.06.2015

Uczeni

einst

 

 

 

 

 

Drodzy Przyjaciele
Pozwólcie, że przed przystąpieniem do rymowania
wypowiem słów kilka prozą. Temat, o którym za chwilę,
poruszałem już kilkakrotnie w moich wierszydłach. Ponieważ zasięg mojego bloga jest ograniczony, a i nie wszyscy zaglądają na Niezależną.pl przesłanie, z którym występowałem poprzednio do mędrców z tytułami, niejednokrotnie profesorskimi, najwyraźniej nie dotarło.
Postanowiłem je ponowić. Teraz maleńka dygresja;
student pewnej uczelni, będący prymusem na roku,
w odpowiedzi na gratulacje sukcesu rzekł do mnie:
„proszę pana to nie ja jestem tak dobry tylko tło, które mnie otacza jest tak słabe”.
Na koniec nieskromnie pozwalam sobie zadedykować rymowankę wszystkim z tytułami naukowymi powyżej magistra, którzy w tv dają wyraz swemu zachwytowi nad inteligencją byłego premiera, a obecnego króla Europy.

Uczeni

Uczeni w piśmie, kłamstwie i obłudzie
Ujmując krótko – mali, podli ludzie
Przestańcie proszę wstępować do chóru
I śpiewać hymny dla swojego guru
I zachłysnąwszy się inteligencją
Podłego kłamcę obdarzać atencją.

Wasz inteligent-bóg i wielki człowiek
Nie godzien nawet mrugnięcia mych powiek
A nie stawiania go na piedestale
Na, który przecież nie zasłużył wcale.

Bo, aby zostać kłamcą i krętaczem,
Inteligentnym trzeba być inaczej.
W „Szansie na sukces”, malarstwie kominów,
Nie wspominając innych podłych czynów,
Cała inteligencja cwanego chłopaczka
Błyszczy jak rezon praskiego cwaniaczka.

Kto z czytelników prawdę tą wyłuska,
Że ci pochlebcy głupsi są od Tuska,
Śmiało rzec może -a to jest rzecz fajna-,
Że jest mądrzejszy nawet od Ajnsztajna.

A tych uczonych w piśmie i oklaskach
Piewców mądrości, wielkości, talentu
Przed kamerami w reflektorów blaskach
Niechaj głupota wyniszczy do szczętu.

15.06.2015

Wybory, rock and roll i ja

imagesWVIH1PM4

 

 

 

 

 

 

 

 

Cóż więc zostało nam którzy prawdę już znamy?
Prawdę, że rządzą nami potwory i chamy,
Bydło bez moralności, ścierwo liberalne,
Karły intelektu, pajace szkaradne,
Których twarze budując nam świetlaną przyszłość,
Zdają się być na zawsze nie skażone myślą.

Cóż więc nam pozostało? – pytasz przyjacielu
Kiedy wciąż do koryta szykuje się wielu,
Komu krzyżyk postawić? Przy czyim nazwisku,
By po wyborach znowu nie dostać po pysku.

„Przybyłem, zobaczyłem, a Pan Bóg zwyciężył”
Te słowa Sobieskiego, jak hufiec orężny,
Niechaj nam będą zwiastunem zwycięstwa,
Które od nas wymaga odwagi i męstwa.
Po pierwsze więc przybądźmy licznie oraz tłumnie,
Ale nim głos nasz ważny umieścimy w urnie,
Dokonajmy wyboru z wiedzą i rozwagą,
By znów władzy nie oddać kolejnym łamagom.

Na pewno więc wyrzućmy na historii śmietnik
Tych, którzy nas okradli w okres ośmioletni
Wspomagani przez takich, którym rządów sedno
Z grabieżą się kojarzy. A z kim? – Wszystko jedno.
Spuśćmy wodę za tymi co Lenina sławią
I o sprawiedliwości frazesy nam prawią
Chociaż pierwej rozkradli Polskę niemal całą
Hołdując wciąż zasadzie; „podstępem i pałą”.

Pozostaje nam plankton i reszta folkloru,
Który za każdym razem staje do wyborów,
By scenę polityczną ubarwić humorem
Palikota i innych pomyleńców wzorem.
Często za tym folklorem WSIowe służby stoją,
By swych wpływów nie stracić tak bardzo się boją,
Że gotowi kretyna na króla mianować,
By przywileje swoje i kumpli zachować.

A teraz najtrudniejszy z wyborczych tematów
Kukiz – muzyk, rokowiec, piewca tych klimatów,
Które w nasz patriotyzm uderzają śmiało;
Oby tylko nie były bejsbolową pałą.
Ja też jestem muzykiem od ponad pół wieku
Jestem też patriotą – dostrzegam w człowieku
To czego on sam często zobaczyć nie może
Więc na ocenie Kukiza może się wyłożę
Ale powiem dosadnie mój muzyku Pawle;
Przypominasz mi z Biblii opowieść o Szawle.

To on, choć przez Jezusa wzroku pozbawiony,
Poznał prawdę i przez nią został nawrócony
I o miłości Boga świadczył każdym słowem,
Czy tej miłości Pawle masz chociaż połowę?
Czy do twego nazwiska nie przywarła huba,
Której jest wszystko jedno czy sukces czy zguba
Byle tylko podwoić swój własny majątek
Przy twoim nazwisku stając na początek?

Ja, gdy piszę te wersy, bardzo cię szanuję
Ale twoim wyborcom te słowa promuję,
Które mój Mistrz przed laty w księdze nam zostawił
O władzy i jej skutkach tak oto nam prawił:
„Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń siędzie
My z synowcem na przedzie i? JAKOŚ TO BĘDZIE.

Po tym co napisałem nie będę geniuszem
Wzorem mędrca więc powiem; „Nie chcem ale muszem”
Apel do ciebie Pawle takowy skierować;
Racz między mollem a durem proporcje zachować.

Teraz właśnie w tym miejscu nastąpić ma puenta,
Którą czytelniku możesz zapamiętać;
Ja poeta i muzyk nie jestem Kukizem
Dlatego zagłosuję po prostu za PISem
Bo choć tam są bardziej i mniej sprawiedliwi
Wydają się bardziej Bogu i ludziom życzliwi.

13.06.2015

Pielgrzym

pielgrzym

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy w drzwi Morfeusza zapukam po cichu
Wołanie z wnętrza słyszę; – Możesz wchodzić Krzychu
Rozgość się, siądź wygodnie, nalej sobie drinka,
Zechciej zająć swe miejsce tuż obok kominka.
Spójrz na ekran na ścianie i wysil swe zmysły
Na nim dojrzysz najnowsze przyszłości pomysły.

Przeszłość zostaw badaczom , niech się nią zajmują
Niech czyny ludzkie mierzą i w książkach spisują.
My zaś dzisiaj pokłony oddajmy przyszłości,
Która na tym ekranie tu wkrótce zagości.
Śledź ją pilnie i zważaj na każde jej słowo
Dojrzysz ptaka, co leci ponad twoją głową
I wprost ku rozświetlonej, długiej drodze zmierza
Przez radio nawołując; Wieża, halo wieża
Mil już setki za nami, pozwólcie lądować
Pielgrzym do was powraca – pora wiwatować.

Gęstnieje tłum zebrany wokoło lotniska,
Ptak na miejsce kołując światełkami błyska
I silniki wygasza, w bezruchu zamiera,
Schody już podstawione, pilot drzwi otwiera.
W drzwiach, o zgrozo, nie olbrzym lecz kurdupel mały,
Chudy, zgarbiony, brzydki, mocno wyłysiały,
Na pokrzywionych nóżkach jak chłystek wygląda,
Nie patrzy wprost przed siebie, spode łba spogląda.
I ten grymas na twarzy, zaciśnięte usta,
Głowa lekko niekształtna, wydaje się pusta,
A i wzrok Bazyliszka, zaciśnięta szczęka,
Ręce z przodu złączone, kajdany na rękach.

Kim ten pielgrzym, na Boga, i co tutaj robi?
On przyleciał by służyć swemu narodowi,
Który okpił, oszwabił i puścił z torbami.
Lecz naród, który całkiem nie dał się omamić
Skończywszy w polityce swą głupią zabawę
Zaprosił tu pielgrzyma aby mu zdał sprawę.

Za lata poniewierki, za wciskanie kitu,
Za grabież oszczędności w imię dobrobytu,
Za wspaniałe ustawy niekonstytucyjne,
Za śmierci niezbadane choć były seryjne.
Za hasła liberalne, puste obietnice,
Za strzelanie do tłumów, które na ulice
Wychodziły świętować Narodowe Święta
Czy ta ludzka pokraka jeszcze to pamięta?

Lud mu pamięć odświeży i przeszłość przypomni
A jego dni ostatnie zapiszą potomni
W księgach zdrady i hańby, co na wieki wieków,
Przypominać nam będą o podłym człowieku,
Którego na lotnisku nie wita rodzina
Lecz tłum, który skanduje; – Wieszać tego syna.

Taką to piękną przyszłość ujrzałem w marzeniach
I choć człowiek na starość charakter swój zmienia
Stając się łagodniejszym i coraz mniej mściwym
Ja jeszcze będę czekał by los litościwy
Pozwolił stanąć w tłumie z ludźmi ramię w ramię
I na głos wam wykrzyczeć; -Ja nigdy nie kłamię-
Ta historia pielgrzyma, spisana mą ręką,
Niechaj do końca życia zostanie udręką
Gnidy, co za swe czyny zapłacić nam musi
I jeśli nie zawiśnie niechaj się udusi.

10.06.2015

Sympatyków Platformy witam

 

 

 

 

 

 

 

 

Sympatyków Platformy serdecznie dziś witam
Jak się dzisiaj czujecie przez ciekawość pytam
Czy wasza infantylna wiara w tych złodziei
Pozwala mieć choć promyk tej ludzkiej nadziei
Która dla własnej twarzy szacunek zostawia
Czy też w twarz wam się śmieje czciciele bezprawia?

Gdzie jest wasz Cincinatus-boży pomazaniec
Który was zaprowadził na głupoty szaniec
I rolę Bucefała przejął w Europie
Mówiąc swoim czcicielom; – a widzisz jełopie
Niewykształcony durny i podły krętaczu
Z obietnic gówno zostało oprócz łez i płaczu

To ja twój wódz orator purysta i guru
Ponadprzeciętnie mądry niczym król wśród królów
Ja najlepszy wśród wszystkich kłamców i krętaczy
Żyję wciąż tą nadzieją że lud mi wybaczy
I w tych trudnych dla ludu czasach które idą
Pod moją zechce znowu schować się Egidą

Jestem gotów was bronić przed Jarkiem i PISem
Przed zaściankiem i klerem i każdym urwisem
Który o Polsce marzy prawej sprawiedliwej
Rządzących wciąż poddając ocenie wnikliwej

Tu pora na refleksję durniu platformiany
Zetrzyj z pyska rękawem resztki wściekłej piany
Która mam nadzieję wciąż się z mordy toczy
Gdy wreszcie po latach przejrzałeś na oczy
I zobaczyłeś durniu jakim byłeś głupcem
Zostając idiotą oraz gołodupcem

9.06.2015

Jaśniej

640-light-speed-spl

 

 

 

 

 

 

Jaśniej świeci dziś słońce nad Ojczyzną moją
Zagrzewa promieniami skrawki polskiej ziemi
I chroni swoim światłem niby złotą zbroją
Tych którzy Polakami chcą się jeszcze mienić

Tych którzy nie stracili serca i rozumu
Zaprzedawszy swą duszę za przygarść srebrników
I pogodzić potrafią interesy tłumu
Z dbałością o poziom swych własnych wyników

Bo czyż nie jest znamienną zbrodnią naszych czasów
Popełnianą przez licznych którym się wydaje
Że otoczeni tłumem ubogich pariasów
Sami w tłuszcz obrastając uczynią świat rajem?

Głupcy którzy budując enkalwy sytości
Przeczą Boskiemu prawu i prawom człowieka
Na sądzie ostatecznym w końcu doczesności
Stwierdzą że na nich nikt tam już nie czeka

6.06.2015