Otrzymane z sieci

Do Maestro 2

Ano widzisz Druhu Drogi
Kłody pchają Ci pod nogi
Chcą kneblować usta Twoje -
Milczeć mają bystre goje.
Członki Twoje widzą w dybach
Byś nie pisał źle o Żydach.

Ale Ty, Dusza rogata
Co nie znosisz knuta, bata
Dzielnyś, Dumny i Esteta
Taki winien być Poeta..,
Wszak Sumieniem ON Narodu
Prawdę pisze i trwa w BOGU !

Motto według Krasickiego

 

 

 

 

 

 

 

” I śmiech niekiedy może być nauką
Jeśli się z przywar nie z osób natrząsa”
I tylko głupiec gdy dostanie w ucho
Na świat złorzeczy  na wszystkich się dąsa.

Tego wyśmieje temu przypnie łatkę
O innym powie że jest idiotą
Tego opluje aby na dokładkę
Pseudosatyry wzburzyć rwący potok

Nie tędy droga drodzy towarzysze
Wszak każdy człowiek swoją godność nosi
Nie wam oceniać w bucie oraz pysze
Jak ktoś obelgi w swoim ego znosi

Nie hańbą stanąć przed prokuratorem
Za prawdę którą głoszę na portalu
Niegodziwością i szatańskim wzorem
Kalumnie rzucać bez wstydu i żalu

Abyście zatem dowcipu swojego
Nie przymuszali aby waśnie rodził
Modlę się za was do Boga mojego
Aby wam pomógł lub choćby nie szkodził

27.09.2016

Do dwóch pajaców

To bardzo miło z waszej strony
Że tak bijecie mi pokłony
Gdy na antenie TOKfm-u
Czytacie wiersze me lecz czemu
Tak nieudolnie to robicie?
Czy wy się nigdy nie wstydzicie
Swoją głupotą epatować?
Wolałbym się pod stołem schować
I szczekać niczym pies przy budzie
Gdybym zarabiał w takim trudzie
Te szekle które wam wypłacą
Jako głupawym dwóm pajacom
Wasza satyra jest jak wódka
Po której trzeszczy spita główka
I myśl o piciu w niej się wzdryga
Choć nie zakąsza – jednak rzyga
Zamiast uprawiać harce głupie
Zbierzcie się obaj w jednej kupie
Zmieńcie profesję na mniej płatną
Lecz dla was obu bardziej trafną
Możecie zostać górnikami
Jagód lub grzybów zbieraczami
Układać też możecie kafle
Albo sprzedawać lody z waflem
Możecie również długie lata
Być tam gdzie miotła i łopata
Porządek robią na ulicy
W małym miasteczku lub w stolicy
Kulturę pozostawcie innym
Tym mniej prostackim i naiwnym
Tym co błazeńskiej waszej trupie
Całować każą się po ….plecach

19.07.2016

Jak skrzydłobiałe ptaki

Jak białoskrzydłe ptaki na nieba błękicie
Tak marzenia me lecą do krainy pewnej
Którą od dawna kocham tak jak własne życie
I wraz z upływem czasu wspominam ją rzewniej

To tutaj wiatr z południa wczesnym rankiem wstaje
I szumiąc ku dolinom zmierza nad smrekami
To tutaj kto chce ręką do nieba dostaje
I serdecznie się ściska z białymi chmurami

To tutaj na tej ziemi gdy mnie gnębi troska
Mogą łatwiej i ciszej wyszeptać do Boga
Spraw niechaj mnie ogarnie Twoja łaska Boska
Kiedy tak blisko nieba przywiodła mnie droga

Tu w Tatrach tylko szepnąć wystarczy po cichu
Wspomóż nas łaską Panie byśmy nie błądzili
I choć się prośba na chwilę zatrzyma na Mnichu
Słowa te są u Boga już po krótkiej chwili.

A Pan nam w odpowiedzi taką radę daje
Macie przepiękne góry oraz moją łaskę
Przestańcie więc chwalić inne obce kraje
Ale własną ojczyznę opromieńcie blaskiem.

15.09.2016

Zgasły już fajerwerki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zgasły już fajerwerki kłamstwa
Lampy oliwne i pochodnie
Które domeną były państwa
Gdzie żydom żyło się wygodnie

Kultura sztuka telewizja
Tu żyd najchętniej lody kręcił
I ta żydowska hipokryzja
Że Pan Bóg naród ich uświęcił

Że wyposażył ponad ludy
W intelekt zdolność pracowitość
Że wynagradza wszystkie trudy
A reszta ludzi to jest nicość

Nawet gdy lat już bardzo wiele
Od holokaustu im minęło
Nasi żydowscy przyjaciele
Kontynuują swoje dzieło

Ot choćby taka „pani” Hanka
Co wzorem cnót jest i prawości
U niej od lat każdego ranka
Dla warszawiaków brak litości

Teraz gdy mafia się odkryła
Jak kamienice zdobywała
Ona niewinną zawsze była
Bo tylko jedną „odzyskała”

Ja czytelniku tak to widzę
Wskazując żydów wielką chciwość
Bo właśnie się za ciebie wstydzę
Że popierałeś niegodziwość

Lecz jeśli gryzie cię sumienie
To zapamiętaj długie lata
Toczy się wojna o istnienie
Żydów na koszt całego świata

8.09.2016

A kiedy sierp księżyca

 

 

A kiedy sierp księżyca na niebie zaświeci
I zanim nocy czarnej płaszcz rozświetli nieco
Niech w myśli nasze promyk nadziei doleci
Jasny jak ćma tańcząca nad płonącą świecą

Promyk takiej nadziei która rok po roku
Wierzyć nam pozwalała że nadejdą czasy
Gdy Polska nam pozwoli by przyspieszyć kroku
I liberalną mafię pogonić za lasy

Teraz kiedy zrządzeniem przemiennego losu
Ziścił nam się sen złoty o prawdy powrocie
Nie pozwólmy emocjom dochodzić do głosu
Lecz rozumu użyjmy bo mamy go krocie

To on nam nakazuje cóż dalej nam czynić
Wszak nie możemy bez kary pozostawić zbrodni
Nie wolno nam losu za każde zło winić
Lecz tych którzy byli rządzenia niegodni

Niechaj następni wiedzą że kiedy psubraty
Mordować kraść i kłamać mogli bez pardonu
Naród dla nich zgotował w oknach grube kraty
I miejsce w ciasnej celi nie w obszernym domu

7.09.2016

Mnie już nie bawią

 

 

 

 

 

 

 

Mnie już nie bawią polityczne harce
Przestałem śledzić kto komu dołożył
I kibicować by w szaleńczej walce
Idol mój wygrał i tryumfu dożył

Przestałem patrzeć jak plują miernoty
Na prawdę oraz na jej zwolenników
Jak poszerzają ogrom swej głupoty
Prawdzie pomstując wśród zgiełku i krzyków

I tych nadętych pachołków szatana
Co niby kastą chcą być nad kastami
Omijam łukiem z wieczora i z rana
By nie zostawać w sporze z kretynami

Jedyne czym teraz pragnę się zajmować
To modlitwa do Boga w pokorze wznoszona
Boże mój naród w stronę prawdy prowadź
Na głupków niech spadnie milczenia zasłona

06.09.2016

Człowiek i forsa

Z szelestu liści słowa składam
I w pióra je ubieram pawie
Ja nimi tak jak pragnę władam
Jak dziecko wciąż się nimi bawię

Smakuję treść ich oraz barwę
Jak wina kroplę w ust koralach
W przeróżną je ubieram formę
I publikuję na portalach

Zebrane skrzętnie niczym liście
Pędzone wiatrem w czas jesieni
Podaję jak winogron kiście
Pragnąc znaczenie ich odmienić

Czemu się tak nad nimi modlę?
Wszak tak niewielu je przeczyta
A z tych niewielu treść ich pojmie
Ten tylko co o wszystko pyta

Ten kto nie wątpi i nie szuka
Ominie słowa obojętnie
A ten wątpiący do kaduka
Słowa odczyta bardzo skrzętnie

Bo w słowach siła jest zaklęta
Jak zapach róży w jej olejku
Lecz dziś niewielu już pamięta
Co znaczy słowo pośród zgiełku

W tej plątaninie słów i myśli
Gdzieś pogubiło się znaczenie
O które wciąż pytają bliźni
Czy słowo „człowiek” będzie w cenie?

Czy w cenie będzie tylko forsa
I zysk co w złoto się zamienia
A człowiek z jego tragifarsą
Przenigdy już nie wyjdzie z cienia?

Wszak forsa płynąc tak jak rzeka
Nieważne duża czy też mała
Potrafi zwać mianem człowieka
Zwykłego łacha oraz wała.

18.07.2016

Zostać zwykłym człowiekiem

 

 

 

 

 

 

 

 

Niechaj na śmierć nie czekam długo
Wszak ona Panie Twoją sługą
I przecież możesz ją przymusić
By pobyt mój na świecie skrócić

Zdejm z mojej głowy tę koronę
Błyszczącą niby białym szronem
Doświadczeniami które niosłem
Żeglując nimi niczym wiosłem

I dnia każdego o świtaniu
Marzyłem by w mym żeglowaniu
Nie było sztormów ani burzy
Lecz port wieńczący cel podróży

Na oceanie tej wędrówki
Różne płynęły obok łódki
Niektóre małe jak łupiny
Tonęły szybko bez przyczyny

I nikt nie płakał po nich wcale
Nawet najmniejsze wody fale
A one gdy gięły marnie
Liczyły że ich Ty przygarniesz

Lecz kiedy na dnie już zaległy
Zauważyły że przebiegły
Człowiek co Ciebie zamordował
W wiek dziewiętnasty wmaszerował

I zacierając krwawe dłonie
Ogłosił; „z Panem Bogiem koniec”
I głów uczonych całe tłumy
Mówiły że człowiek rozumny
Boskość po Tobie przejąć musi
By się podłością nie udusić

Nie długo trwały czasy fiesty
Bo oto nadszedł wiek dwudziesty
W którym ów człowiek z myślą boską
Wielką wykazał się beztroską

On w ciągu dwóch światowych wojen
Pomiędzy sobą toczył boje
I by podkreślić swoje bóstwo
Grał w grę co zwie się ludobójstwo

Miliony istnień słał w zaświaty
Licząc że stanie się bogaty
I burząc boski ład do szczętu
Zbrodnie swe miarą zwał postępu

Dziś w dobie kłamstwa i cynizmu
Płynie na fali terroryzmu
I hołd składając swej boskści
Gotuje marny los ludzkości

Tej która wszystko mając za nic
Popiera głupstwa te bez granic
I przyklaskując idiotom
Ku piekła wciąż podąża wrotom

Czy jest przed nami inna droga?
A może by przeprosić Boga?
I mądrość czerpać razem z wiekiem
By znowu zwykłym być człowiekiem?

15.07.2016

Kogucik

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kielichuuu… po kielichuu
We wsi kur od rana śpiewa
Pieje głośno i po cichu
Aż mi w głowie szumią drzewa

Po kielichu… niechaj będzie
Ten kogucik dobrze radzi
Nocnych bóli mi ubędzie
Po maluchu nie zawadzi

Pora już się żegnać z łóżkiem
Kogut dobre rady daje
Drugi kielich wypić duszkiem
I już się na nogi staje

Dzień zacząłem na wesoło
Rankiem lufę wypić lubię
Kogut śpiewa za stodołą
Mnie się lekko kręci w czubie

Przed obiadem z lekka ścięty
Słyszę głos mojej perliczki
Szykuj flaszkę bimbru z mięty
Bo na obiad ośmiorniczki

Piję kielich za kielichem
Kogut mi wesoło pieje
Panie bracie życie liche
Wokół łotry i złodzieje

Aby od nich się odgrodzić
Kogut śpiewa mi po cichu
Nie daj im się za nos wodzić
Lepiej wypij po kielichu

Coś bełkoczę ledwo stoję
Nogi z waty pustka w głowie
Przyznam że się trochę boję
Co kogucik teraz powie

To sen tylko moi mili
Z picia dawno już wyrosłem
To nie kogut mi się przyśnił
Lecz rozmowa z polskim posłem

5.07 2016

Dosyć

 

Na tym malutkim skrawku ziemi
Zroszonym potem oraz łzami
Nie pogardź Panie prośbami mymi
Zechciej zlitować się nad nami

Na tym niewielkim łez padole
Przez pokolenia i przez wieki
Pełnimy Panie swoje role
W czas dla nas podły i kaleki

Tu miedzy Odrą oraz Bugiem
Z rzadka szczęśliwe lata płyną
Tu nędzy naszej lata długie
Trwają i nigdy nie przeminą

A wiesz ty Panie gdzie przyczyna
Że wciąż nas gnębią różne plagi?
Że wina ojca idzie w syna
I wnuk na pewno będzie nagi?

W polskiej głupocie co nas trawi
Przez wieki oraz pokolenia
Tej pięknej niczym ogon pawi
Co w niewolników nas zamienia

Tej chrześcijańskiej która każe
Policzek wciąż nadstawiać drugi
Tej co prowadząc przed ołtarze
Każe nam zostać sługą sługi

Dosyć juz Panie tych doświadczeń
Eksperymentów na narodzie
Obietnic oraz innych świadczeń
Palcem pisanych wciąż na wodzie

Dosyć żydowskich hegemonów
Których to niby Ty wybrałeś
Nas zabierz do swojego domu
A im daj to co obiecałeś

Niechaj się ziemia dla nich stanie
Jak słowa z najpiękniejszych listów
I daj im na dokładkę Panie
Całe zastępy komunistów

Niech gospodarzą nią pospołu
Splątani w swe miłosne nici
I niech dołączą do zespołu
Pedały oraz sodomici

Dołóż im jeszcze króla Tuska
Schetynę oraz Bolka z Gdańska
A już niebawem ziemia pusta
Będzie niczyja i bezpańska

Będziesz ją wtedy mógł na nowo
Stworzyć bogatą i przepiękną
Dla ludzi co z odkrytą głową
Przed majestatem Twym uklękną

A o komuchach oraz Żydach
Dzieci się będą uczyć w szkole
Że przez komucha oraz Żyda
Człowiek ma coraz cięższą dolę.

3.07.2016

Dziękuję mamo

 

Wielkie dzięki ci składam matko moja miła
Za to żeś mnie przed laty człowiekiem zrodziła
I nad kołyską schylona piosenki śpiewała
W tonach których dla Boga wdzięczność wybrzmiewała

Ręce twoje całuję za bezsenne noce
I za trud wychowania który dał owoce
I sprawił że z dzieciaka dorosłym się stałem
Miłości twej przyjmując podarki nie małe

Pośród nich najważniejszym wiara w Pana Boga
Którą mi przekazałaś w najpiękniejszych słowach
Jako testament który ja wnukom przekażę
Aby w życiu zmierzali przed Boga ołtarze

Już za chwilę mateńko nim staniesz przed Bogiem
Ja do Pana od siebie te słowa wypowiem
Przywitaj Boże mamę z aniołów orszakiem
Za to że mnie zrodziła wierzącym Polakiem

5.06.2016

Potrzeba domu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nigdy nie byłeś przeogromny
I nie sięgałeś hen do nieba
Nie byłeś biedny chociaż skromny
I było w tobie to co trzeba

Na skraju lasu w dali stałeś
Wśród szachownicy pól zoranych
Na strony świata spoglądałeś
Oknami poprzez biel firany

Czasem deszcz zrosił twoją czapę
Lub śnieg płatkami ją pobielił
Kładąc nań bieluteńką watę
Aby twe czoło rozweselić

Gdy latem ostry promień słońca
Rysy pogłębiał na twych licach
Chłód twego wnętrza trwał bez końca
Jak w lochach zamku lub piwnicach

Gdy chłodną nocą szron rysował
Przeróżne wzory na łąk trawach
Tyś wszystkich ciepłem obdarował
By nadal mogła trwać zabawa

Dziś choć dobiegasz swego kresu
Domu mych przodków ukochanych
Uznaj za miarę swych sukcesów
Na oścież wciąż otwarte bramy

Te co łączyły pokolenia
I te co wiodą nas do nieba
Bo chociaż wokół świat się zmienia
W każdym z nas jedna tkwi potrzeba

Potrzeba domu rodu gniazda
Która świadomość naszą budzi
Że choć nas inna wiedzie gwiazda
Z tych samych wciąż jesteśmy ludzi

26.05.2016

Wiersze Borynowe

 

 

 

 

 

 

 

 

Boże mój najdroższy jakże ten czas leci
Niewielu już pamięta jak Trzydziesty Trzeci
Wraz z Antkiem Boryną rymy dla was składał
Do serc i dusz apelował i o rozum błagał

Czasem satyry biczem pociągnął po plecach
Niby smykiem bez włosia po bezstrunnych skrzypkach
I z tematu na temat skacząc waśnie wzniecał
Dbając aby riposta zawsze była szybka

Dzisiaj z rzadka zamieści jakieś wersy nowe
Lecz wciąż na forum wpada z nadzieją i wiarą
Że gdzieś się znowu pokażą wiersze Borynowe
Które dla niego były wzorcem oraz miarą
Niedościgłą ikoną oraz piękna wzorem
Które w każdej literze w każdym krótkim słowie
Jako dnia fotografia do późna wieczorem
Zostawała w zmęczonej rozognionej głowie

Dzisiaj przez to wspomnienie chylę nisko czoło
Przed tymi którzy strofy do serca wprost brali
Wszak dzisiaj inna Polska rozciąga się wkoło
Polacy Tytanami z karzełków się stali

16.05.2016

A gdybym wrogom

 

 

 

 

 

 

 

 

A gdybym wrogom