A my w zieleni zatopieni

 

 

 

 

 

 

 

 

A my w zieleni zatopieni 2

 

10.04.2010

48a59f4142028f041d9f2b58566c

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10.04.2017

Dzisiaj na fali TOKfm-u
Dwóch redaktorów nie wiedzieć czemu
Pod mym adresem kieruje żale
Że o Smoleńsku nie piszę wcale

Otwieram gębę aż ze zdziwienia
Gdzie się podziały wasze sumienia
Aby obrzucać mnie kalumniami
Ja przecież grzecznie rozmawiam z wami

Czemu więc błotem mnie okładacie
Chcecie Smoleńska to proszę macie
Spójrzcie w tytuły moich wierszyków
Tych o Smoleńsku jest tam bez liku
Jednak by pamięć waszą odświeżyć
Treść tego wiersza polecam przeżyć:

To ty historio ladacznico
Co dajesz ciała wszem i wobec
Pudrujesz znowu swoje lico
Nieszczęściom nowym chcąc zapobiec.

Ty co nam mówisz wciąż o męstwie
Niegodziwości chwytasz skrzętnie
Prawdę ukrywasz, a o kłamstwie
Wciąż opowiadasz bardzo chętnie.

Ty kurtyzano w służbie władzy,
Która rzekomo jest od Boga,
Marszów żałobnych piszesz frazy
Skocznie na diabła grając rogach.

Pamiętasz „Prawdę o Katyniu”
Wydaną w pięćdziesiątym drugim?
Wójcicki kłamał w tym wydaniu
I kłamstwo szerzył przez czas długi.

Głosiłaś wtedy ludziom wszystkim
Jak kazał ci towarzysz Stalin
Wierszem tak znanej ci noblistki,
Że usta słodsze ma od malin.

Lecz słodycz jego ust skrzywionych
Nie malinami przepełniona
Lecz krwią w Katyniu mordowanych
Od  której twoja  prawda kona.

Bowiem nie Hitler i Germanie
Zbrodni w Katyniu dokonali,
Jak to głosiłaś w swojej „Prawdzie”,
Lecz właśnie sam towarzysz Stalin.

Cóż, więc historio o Smoleńsku
Dzisiaj Polakom będziesz kłamać
Wyniośle, czyli tak po pańsku
Powiesz, że to był tylko dramat?

I nie przestaniesz przygadywać
Kto korzyść odniósł z tej tragedii?
Będziesz nam ciągle kit sprzedawać,
Że oni sobie tak polegli?

Głupia historio – matko nauk
Będę cię kopał, deptał, gnębił
Dopóki w Polsce każdy nieuk
Wiedzy o kłamstwie twym nie zgłębi.

I miast historii o Smoleńsku
PRAWDA ogłosi swoje zdanie,
Że to co było tam w Smoleńsku
To było zwykłe mordowanie.
19.03.2013.

Pozwolę sobie przejść do morału
W którym stanowczo chociaż pomału
Żądam przeprosin za kłamstwa wasze
Mój drogi Piotrze razem z Tomaszem

Gdy dokonacie aktu przeprosin
W każdym mym wierszu będę donosił
Żeście symbolem prawdy i wiedzy
Będę się do was zwracał; Koledzy

10. 04.2017

A my w zieleni zatopieni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spójrzcie dokoła moi mili
Wstrzymajcie oddech choć na chwilę
Wiosna nadeszła w jednej chwili
Wkrótce pojawią się motyle
A serce niech na każdym kroku
Wychwala nową porę roku

Niech ciepło grzeje nasze kości
A wiatr rozwiewa resztki włosów
Niech nas opuszczą smutki złości
Radość niech będzie darem losu
Niech pieśń wybrzmiewa nam radosna
Że najpiękniejszą z pór jest wiosna

Tym którzy tego nie doznają
Tym z kapitałem kotom tłustym
Życzmy niech kasę wciąż zbierają
I napełniają worek pusty
Niechaj ich szczęściem będzie kasa
Na wzór znanego nam Midasa

Awanturnikom i mordercom
Którzy dla diabła wciąż pracują
I z Boga drwiącym wciąż szydercom
Pozwólmy niechaj wciąż ucztują
I wojny nowe niech wzniecają
Niechaj na wojnie umierają

A my w zieleni zatopieni
Promienie słońca łapiąc dłońmi
Ciałem z leżakiem zespoleni
Nie dajmy się stąd ruszyć końmi
I spoglądając w białe chmury
Kochajmy wiosnę – dar natury

5.04.2017

Rekolekcyjne rozważania

zmartwychwstaly

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dosyć już mam destrukcji dosyć utyskiwań
Dosyć czarnych obrazów i krzywych zwierciadeł
W których niby przypadkiem diabeł się ukrywa
Lub przez niego stworzona galeria widziadeł

Nawet w najbardziej jasny i pogodny ranek
Ciemność zalega w duszy i myśl moją plącze
Jakby chciała roztrzaskać ten bezuchy dzbanek
Który mi wodę nosi nim życia nie skończę

Ale na nic knowania szatańskich pomiotów
Na nic ich obietnice że gdzieś świat jest lepszy
Głębię duszy zmusiłem teraz do wymiotów
Niech się z żółci oczyści i niech się ulepszy

To ona podświadomie spełnia me rozkazy
I w rzeczywistość zmienia urojenia chore
Ale gdy oczyszczona zostanie bez skazy
Wolą mego rozumu zmieni moją dolę

W przebaczeniu dla moich oraz cudzych grzechów
Odnajdzie siły nowe i nowe zadania
I na twarzy umieści tysiące uśmiechów
By czas postu zarazem był czasem czekania

Niech się ziści w czekaniu marzenie każdego
O miłości ofiarnej które grób otworzy
Odrzuciwszy precz kamień z grobu człowieczego
Uświadomi że miłość to przecież dar Boży

2.04.2017

Porzućcie tę nadzieję

 

 

 

 

 

 

 

 

Świat dzisiejszy jest pełen fałszywych proroków
Tych ciągle uśmiechniętych z jasną iskrą w oku
Którzy w piersi się bijąc tłumaczą tłumowi
Że już nie będą bluźnić przeciw rozumowi

Że wszystko teraz będzie przejrzyście i szczerze
Że już od dziś od jutra utwierdzą się w wierze
Aby wszystkie wysiłki szły dla dobra ludu
Bo tylko oni mogą dokonywać cudów

Spójrzcie na tych rządzących całą Europą
Czy wielu dobrych ludzi rzuca wam się w oko?
Czy Juncker wciąż pijany z fizjonomią Schulca
Nie zaciąga wam w głowach ręcznego hamulca?

Czy Timermans wraz z Tuskiem odrazy nie budzą?
Czy narody w niewoli wciąż jeszcze się łudzą
Że je Merkel z lewaczką piękną Mogherini
Ot tak z dobrego serca wolnymi uczyni?

Porzućcie tę nadzieję z którą się budzicie
Że któregoś wieczoru albo też o świcie
Świat wam będzie przyjazny i piękny zarazem
I marzenia się staną realnym obrazem

Prędzej lód będzie parzył ogień będzie chłodził
Niż ten lewacki zespół ludziom by dogodził
To jest lewacki zespół to swoista klasa
Dla której sensem życia jest ich własna kasa

Kto tego nie dostrzega jest najgłupszym z ludzi
Któremu rozum nie wróci niechaj się nie łudzi
Że lewactwo potępi islam i terroryzm
Pewniej wobec was wzmocni lewacki zamordyzm

25.03.2017

Szykujcie kredę

 

 

 

 

 

 

 

 

Nad całą Europą śmierć skrzydła rozwija
Jak sęp nad znalezionym ochłapem padliny
I wcale nie chce wiedzieć wina to jest czyja
Że w szpony chwyta ludy które są bez winy

Śmierci wszak nie obchodzi czyją krwią się poi
Z obojętnością patrzy na ostatnie tchnienie
Które ginie w przestworzach krzycząc że się boi
Bo nie wie czy do końca czyste ma sumienie

Wszak ono pozwalało akceptem milczącym
Jak opaską Temidy oczy swe zakrywać
Przyzwalało zbrodniarzom tym światem rządzącym
Zło ciągle eksponować a dobro ukrywać

Fałszywe rozumienie wolności człowieka
Przez różnych filozofów wpajane narodom
Dzisiaj tryumfy święci i do końca czeka
Byśmy wszyscy uznali że śmierć jest nagrodą

A tym co owej prawdy nie przyjmą za swoją
Twarz w kolorze hebanu i na głowie z dredem
Oznajmi że już pora niechaj się nie boją
I do walki z głupotą niech szykują kredę

25.03.2017

Spełnione marzenie

beznazwy

 

 

 

 

 

 

 

 

Spełniać się zaczęło jedno z moich marzeń
Lecz nie to o pieniądzach rozgłosie i sławie
Lecz to o najważniejszym pośród wszystkich zdarzeń
Które zdało się umrzeć i już nie żyć prawie

Swój początek powzięło już przed laty wielu
Potem rosło pęczniało sycone zawiścią
I do wrogów wołając „drogi przyjacielu”
Zbrodnicze plany knuło z wielką nienawiścią

I podstepnie zbratane z wrogami Ojczyzny
Wydarzyło się właśnie kwietnia dziesiątego
Dając radość czcicielom moralnej zgnilizny
Z faktu że już nie stało życia ni jednego

I gdy ciała zwożono do ojczyzny w trumnach
TW „Oskar” i „Litwin” nad tymi trumnami
Kciuki w górę podniósłszy myśleli o laurach
I lica ich płonęły szczęścia uśmiechami

Grudy ziemi stuknęły o wieka trumienne
Jakby chciały przemówić do zbrodniarzy obu
Przyjdą czasy gdy fakty w zdarzenia brzemienne
Na prawdę szukać będą wśród kłamstwa sposobu

Aby temu zapobiec obaj przyjaciele
Idąc śladem Makbeta i innych zbrodniarzy
Do tych cieni smoleńskich dołożyli wiele
Polskich znanych z prawości i uczciwych twarzy

I powstała legenda o tym samobójcy
Co po życie przychodzi w wieczory piątkowe
Lecz jak mieli go złapać obaj skrytobójcy
Gdy recepty na sukces mieli już gotowe

Lecz niestety lud spłatał figla ogromnego
TW „Litwin” odjechał tam gdzieś macać kury
TW „Oskar” nie myślał iść śladami jego
I przed końcem kadencji zwiał w zagłębie Ruhry

I już prawie zapomniał o poprzednich grzechach
Radując się splendorem króla Europy
Lecz by się nie zagubił w tych wszystkich uciechach
Lud mu grzechy przypomniał licząc je na kopy

Katastrofa smoleńska oraz Amber Goldy
To tylko czubek góry wystający z wody
Gdy lud mu podsumuje wszystkie jego mordy
Z Berią będzie mógł stanąć w zwycięskie zawody

Lecz ja wiem to że nigdy skazańcem nie będzie
Nie doczeka wyroku z tej prostej przyczyny
Że wieczorem piątkowym do niego przybędzie
Ten który wciąż mordując zostaje bez winy

Z tym marzeniem się budzę i z nim spać się kładę
I choć ono się ziszcza mnie to nic nie boli
Ja się nim delektując ciągle daję radę
Wiedząc że sprawiedliwość przychodzi powoli

21.03.2017

Biorę na klatę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętasz wodzu jak to przed laty
Twoje pachołki dawały baty
Wszystkim co prawość w swych hasłach mieli
Których gnębiłeś gdy kraść nie chcieli

Pamiętasz mistrzu jak z butą wielką
Tępiłeś prawdę krytykę wszelką
Mówiąc ja dzisiaj rządzę tym światem
Biorę to wszystko na swoją klatę

Dzisiaj twa klata posłużyć może
Za nocnik ludu który daj Boże
Zapełni naród po same brzegi
Spełniając wolę Alfy-Omegi

13.03.2017

Kto ferment sieje

 

 

 

 

 

 

 

 

Kto dzisiaj w Polsce ferment sieje
Kto na Ojczyznę dłoń podnosi?
To komuniści i złodzieje
Nieliczne stadko zwykłych łosi

Kto na ulicach burdy wszczyna
Kto w polskim sejmie zamęt czyni?
To prawnuk oraz wnuk Stalina
To Polski zdrajca i zdrajczyni

Kto wrogom Polski liże zady
I kto im wciąż obciąga laskę?
To socjopaci dla zasady
Na obcych chcąc zasłużyć łaskę

Dosyć peanów na cześć waszą
Ja wiem że prawda was nie boli
Polacy się was nie przestraszą
Możecie ryje drzeć do woli

Lecz pamiętajcie łby zakute
Wy gównojady lewicowe
Że kiedyś przyjdzie za pokutę
Pod topór włożyć pustą głowę

11.03.2017

Więzienna cela plus

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powstaje w Polsce dziejowy mus
Trzeba budować więzienia „plus”
Ogrom roboty dziś przed nami
Tysiące więzień z „plus” celami
Wiele się krzywd już namnożyło
Ćwierć wieku naród się doiło
A on nie świadom swojej roli
Udawał że go to nie boli

Tak dla przykładu mieszkalnictwo
O którym wiem dokładnie wszystko
Które podstawą jest do życia
Gdzie lody kręcą nie od dzisiaj
Milczeniem zbywam tych przestępców
Co hurtem kradli kamienice
Śladami idąc ich następców
Developerów się uchwycę

Budowa metra trzy tysiące
A przy sprzedaży prawie dychę
Stawiam więc hasło pytające
Czy developer jest oprychem?
Czy zysku circa dwieście procent
To jest zarobek czy też lichwa?
Niechaj odpowie mi ad vocem
Developerska super sitwa

Do tego w banku przy kredycie
Znowu dwa razy przepłacicie
I w taki oto prosty sposób
Jesteście ofiarami losu
Co w niewolników was zamienia
Nim truchło wasze wchłonie ziemia
I wiek za wiekiem rok po roku
Szabrują was na każdym kroku
Cóż więc zostaje wam rodacy?
Społecznie chwycić się do pracy
I szybko sprawnie na wesoło
Więzienia stawiać na około

Puentę napiszcie sobie sami
Wszak nie jesteście matołami
I chyba wiecie do cholery
Że dwa plus dwa równa się cztery

4.02.2017

Z marcowym słonkiem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z pierwszym marcowym słonkiem uśmiech wam posyłam
Złożony z dwóch rodzajów byście wybór mieli
Wybór wszak w życiu ważny tak jak Ziemi bryła
Po której wszyscy chodzą choćby i nie chcieli

Pierwszy z mych uśmiechów którym was obdarzam
Zaadresuję do tych z których się wywodzę
Szarych steranych pracą którzy przed ołtarzem
O łut nadziei proszą by nie ulec trwodze

Do tych dla których prawda jedno ma znaczenie
Która istotną była poprzez pokolenia
A którą dzisiaj łotry poprzez zniewolenie
Pieczołowicie pragną zepchnąć do podziemia

Uśmiech więc dziś posyłam do tych co jej bronią
I każdym swoim czynem wielkość jej nadają
Niech ideałów prawdy nigdy nie roztrwonią
I niechaj w jej zwycięstwo do końca ufają

Drugi ze swych uśmiechów ślę do nowoczesnych
Tych którzy z definicji każdej prawdzie przeczą
Tych moralnie upadłych obleśnych i grzesznych
Dla których relatywizm jest normalną rzeczą

Tych co są przekonani że dobro ludzkości
O które ciągle walczą rozdając nienawiść
Zależy od mamony oraz jej ilości
Którą im się uda ludzkości zagrabić

Tym wszystkim lewoskrętnym z poletka kultury
Których żadna norma nie zobowiązuje
Posyłam szczery uśmiech ten błazeński który
Wprost wam to w twarz wyrzuca żeście zwykli zbóje

Uśmiech pełen szyderstwa drwiny i pogardy
Z nutą politowania nad waszą głupotą
Niech los antykultury pozostanie twardy
Wszak nie każde łajno zamienia się w złoto

Uśmiech którym was darzę nie ponosi winy
Za to że z serca płynie człowieka szczerego
I w twarze wasze plując nie żałuje śliny
Widząc że się do końca zbliżacie swojego

2.03.2017

Szumi las Birnam

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O czym nam szumisz dzisiaj wśród leśnych gałęzi
Wietrze który historię znasz łotra Makbeta
Sądziłem że las Birnam podstępnie cię więzi
By nie mógł twego szumu wysłuchać poeta

Jakże długo czekałem aż tu do mnie dotrzesz
Ileż nocy minęło i dni uleciało
Abyś nam wreszcie przyniósł historię o łotrze
Któremu podłych czynów ciągle było mało

Wreszcie do nas dotarłeś witamy cię zatem
I historii twej słuchać jesteśmy gotowi
O bandziorze co chciał być dzisiejszym Makbetem
I zbrodnie wciąż popełniać przeciwko ludowi

Już we wczesnej młodości wykazał się sprytem
Podejmując naukę na lichym kierunku
Licząc że w przyszłości mordę nad korytem
Uda mu się utrzymać przy małym frasunku

Niestety rozum jego nie był z dobrej gliny
Przymulony „marychą” niezdolny do pracy
Legalnie mógł najwyżej malować kominy
Marząc by los mu podał coś ekstra na tacy

Wtedy myśl go olśniła by zostać łotrzykiem
Za namową agentów ze STASI znanego
Postanowił na dobre zostać politykiem
Aby wyrządzić ludziom jak najwięcej złego

Nie będę dalej streszczał historii tyrana
Doskonale wszak wiecie o kim teraz piszę
Jego rola w historii dobrze będzie znana
Gdy nim wiatr na drzewie wkrótce zakołysze

Przez lat wiele pracował na takie zaszczyty
Wszystkich za bydło mając oraz za kretynów
Wkrótce pod konarami stanie niczym wryty
By wisząc zdawać sprawę ze swych podłych czynów

A wtedy wiatr co hulał hen po lesie Birnam
Wesoło zaszeleści gdzieś pośród gałęzi
A ja z radością patrząc wtedy właśnie wyznam
Że teraz go szanuję gdy wisi i rzęzi

9.02.2017

Smog

beznazwy

 

 

 

 

 

 

 

 

Warszawa Kraków spowite smogiem
W którym nie znajdziesz cząsteczek tlenu
Czym więc oddychać zaraz wam powiem
Bo znam przyczynę tego problemu

Głównym powodem owego smogu
Jest mania która zarządza światem
Mania wielkości tak bez powodu
Zawiadująca każdym prostakiem

Dziś każdy wszystko musi mieć wielkie
Olbrzymią chatę i wielką furę
I inne bzdety gadżety wszelkie
By w posiadaniu wciąż piąć się w górę

Olbrzymia chata chociaż na kredyt
Nie ma na opał a mróz szalony
Aby się jakoś podźwignąć z biedy
Palić będziemy stare opony

To tylko przykład waszej głupoty
Durnie z przerostem chorych ambicji
W każdej dziedzinie wasze kłopoty
Skutkiem rozumu są prohibicji

W każdej dziedzinie w każdym temacie
Zawsze się znajdzie mędrców ferajna
Która wam powie chcecie to macie
Darząc was workiem zwykłego łajna

Wy go łykacie jak pelikany
Nie bacząc na to co będzie dalej
Jak alkoholik wódy spragniony
Choć się przewraca to woła nalej

3.02.2017

Tam gdzie niebo błękitne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tam gdzie niebo błękitem zakwita
Pory roku zmieniają pejzaże
Tam jest moja Rzeczypospolita
Co ojczyzną jest z moich marzeń

Jest mi domem i ojcem i matką
I mogiłą gdzie leżą przodkowie
Brzegi rzeki łączącą jest kładką
I marzeniem co biega po głowie

Jest mi miastem i wsią i przysiółkiem
Szklanym domem jak pragnął Żeromski
Jest też starym drewnianym kościółkiem
Co na górce stał obok mej wioski

Jest narodem co w trudzie i znoju
Swą ojczyznę w dzień każdy buduje
A gdy trzeba to idzie do boju
By nie mogły pohańbić jej zbóje

Krwią i łzą za ojczyznę wylaną
Których nie wstyd jej było przed światem
Nawet wtedy gdy bitwę przegraną
Wieńczył pochód smaganych wciąż batem

Jest mi Polska nadzieją i wiarą
Że wraz z Bogiem i ludzkim rozumem
Pozostanie spełnieniem i miarą
Tej miłości co łączy ją z tłumem

I w tym tłumie jest moja nadzieja
Że na zawsze i na każdej niwie
Ma ojczyzna w roli dobrodzieja
Chleb powszedni dzieli sprawiedliwie

23.01.2017

Na Rubikoniu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zima dzień krótki i mróz na dworze
Biel tytanowa ziemię spowiła
Lecz cóż to czyżby zrządzenie Boże
Sprawia że Polska nagle odżyła?

Spogląda flaga biało-czerwona
Od Tatr wysokich aż do Bałtyku
I wciąż nie wierząc pyta zdziwiona
A któż jest twórcą tego wybryku?

Gdy w całym świecie wojny i mordy
Grabieże lichwa zanik morale
W Polsce spokojność gra swe akordy
Jeszcze adagio andante……..ale

Już wkrótce zabrzmi allegro molto
Tym którzy Polski nie szanowali
Tym którzy chcieli choćby rewoltą
Polskę upodlić sprzedać podpalić

Szkoda papieru by ich nazywać
Pisząc ich z rodu imion nazwiska
Wystarczy by ich odtąd wymieniać
Pod jednym hasłem; podłe ludziska

I niechaj będą jednym symbolem
Władzy co smażyć będzie się w ogniu
Na czele z pewnym koślawym królem
Co miał przyjechać na Rubikoniu

17.01.2017