Człowiek i forsa

Z szelestu liści słowa składam
I w pióra je ubieram pawie
Ja nimi tak jak pragnę władam
Jak dziecko wciąż się nimi bawię

Smakuję treść ich oraz barwę
Jak wina kroplę w ust koralach
W przeróżną je ubieram formę
I publikuję na portalach

Zebrane skrzętnie niczym liście
Pędzone wiatrem w czas jesieni
Podaję jak winogron kiście
Pragnąc znaczenie ich odmienić

Czemu się tak nad nimi modlę?
Wszak tak niewielu je przeczyta
A z tych niewielu treść ich pojmie
Ten tylko co o wszystko pyta

Ten kto nie wątpi i nie szuka
Ominie słowa obojętnie
A ten wątpiący do kaduka
Słowa odczyta bardzo skrzętnie

Bo w słowach siła jest zaklęta
Jak zapach róży w jej olejku
Lecz dziś niewielu już pamięta
Co znaczy słowo pośród zgiełku

W tej plątaninie słów i myśli
Gdzieś pogubiło się znaczenie
O które wciąż pytają bliźni
Czy słowo „człowiek” będzie w cenie?

Czy w cenie będzie tylko forsa
I zysk co w złoto się zamienia
A człowiek z jego tragifarsą
Przenigdy już nie wyjdzie z cienia?

Wszak forsa płynąc tak jak rzeka
Nieważne duża czy też mała
Potrafi zwać mianem człowieka
Zwykłego łacha oraz wała.

18.07.2016

Zostać zwykłym człowiekiem

 

 

 

 

 

 

 

 

Niechaj na śmierć nie czekam długo
Wszak ona Panie Twoją sługą
I przecież możesz ją przymusić
By pobyt mój na świecie skrócić

Zdejm z mojej głowy tę koronę
Błyszczącą niby białym szronem
Doświadczeniami które niosłem
Żeglując nimi niczym wiosłem

I dnia każdego o świtaniu
Marzyłem by w mym żeglowaniu
Nie było sztormów ani burzy
Lecz port wieńczący cel podróży

Na oceanie tej wędrówki
Różne płynęły obok łódki
Niektóre małe jak łupiny
Tonęły szybko bez przyczyny

I nikt nie płakał po nich wcale
Nawet najmniejsze wody fale
A one gdy gięły marnie
Liczyły że ich Ty przygarniesz

Lecz kiedy na dnie już zaległy
Zauważyły że przebiegły
Człowiek co Ciebie zamordował
W wiek dziewiętnasty wmaszerował

I zacierając krwawe dłonie
Ogłosił; „z Panem Bogiem koniec”
I głów uczonych całe tłumy
Mówiły że człowiek rozumny
Boskość po Tobie przejąć musi
By się podłością nie udusić

Nie długo trwały czasy fiesty
Bo oto nadszedł wiek dwudziesty
W którym ów człowiek z myślą boską
Wielką wykazał się beztroską

On w ciągu dwóch światowych wojen
Pomiędzy sobą toczył boje
I by podkreślić swoje bóstwo
Grał w grę co zwie się ludobójstwo

Miliony istnień słał w zaświaty
Licząc że stanie się bogaty
I burząc boski ład do szczętu
Zbrodnie swe miarą zwał postępu

Dziś w dobie kłamstwa i cynizmu
Płynie na fali terroryzmu
I hołd składając swej boskści
Gotuje marny los ludzkości

Tej która wszystko mając za nic
Popiera głupstwa te bez granic
I przyklaskując idiotom
Ku piekła wciąż podąża wrotom

Czy jest przed nami inna droga?
A może by przeprosić Boga?
I mądrość czerpać razem z wiekiem
By znowu zwykłym być człowiekiem?

15.07.2016

Kogucik

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kielichuuu… po kielichuu
We wsi kur od rana śpiewa
Pieje głośno i po cichu
Aż mi w głowie szumią drzewa

Po kielichu… niechaj będzie
Ten kogucik dobrze radzi
Nocnych bóli mi ubędzie
Po maluchu nie zawadzi

Pora już się żegnać z łóżkiem
Kogut dobre rady daje
Drugi kielich wypić duszkiem
I już się na nogi staje

Dzień zacząłem na wesoło
Rankiem lufę wypić lubię
Kogut śpiewa za stodołą
Mnie się lekko kręci w czubie

Przed obiadem z lekka ścięty
Słyszę głos mojej perliczki
Szykuj flaszkę bimbru z mięty
Bo na obiad ośmiorniczki

Piję kielich za kielichem
Kogut mi wesoło pieje
Panie bracie życie liche
Wokół łotry i złodzieje

Aby od nich się odgrodzić
Kogut śpiewa mi po cichu
Nie daj im się za nos wodzić
Lepiej wypij po kielichu

Coś bełkoczę ledwo stoję
Nogi z waty pustka w głowie
Przyznam że się trochę boję
Co kogucik teraz powie

To sen tylko moi mili
Z picia dawno już wyrosłem
To nie kogut mi się przyśnił
Lecz rozmowa z polskim posłem

5.07 2016

Dosyć

 

Na tym malutkim skrawku ziemi
Zroszonym potem oraz łzami
Nie pogardź Panie prośbami mymi
Zechciej zlitować się nad nami

Na tym niewielkim łez padole
Przez pokolenia i przez wieki
Pełnimy Panie swoje role
W czas dla nas podły i kaleki

Tu miedzy Odrą oraz Bugiem
Z rzadka szczęśliwe lata płyną
Tu nędzy naszej lata długie
Trwają i nigdy nie przeminą

A wiesz ty Panie gdzie przyczyna
Że wciąż nas gnębią różne plagi?
Że wina ojca idzie w syna
I wnuk na pewno będzie nagi?

W polskiej głupocie co nas trawi
Przez wieki oraz pokolenia
Tej pięknej niczym ogon pawi
Co w niewolników nas zamienia

Tej chrześcijańskiej która każe
Policzek wciąż nadstawiać drugi
Tej co prowadząc przed ołtarze
Każe nam zostać sługą sługi

Dosyć juz Panie tych doświadczeń
Eksperymentów na narodzie
Obietnic oraz innych świadczeń
Palcem pisanych wciąż na wodzie

Dosyć żydowskich hegemonów
Których to niby Ty wybrałeś
Nas zabierz do swojego domu
A im daj to co obiecałeś

Niechaj się ziemia dla nich stanie
Jak słowa z najpiękniejszych listów
I daj im na dokładkę Panie
Całe zastępy komunistów

Niech gospodarzą nią pospołu
Splątani w swe miłosne nici
I niech dołączą do zespołu
Pedały oraz sodomici

Dołóż im jeszcze króla Tuska
Schetynę oraz Bolka z Gdańska
A już niebawem ziemia pusta
Będzie niczyja i bezpańska

Będziesz ją wtedy mógł na nowo
Stworzyć bogatą i przepiękną
Dla ludzi co z odkrytą głową
Przed majestatem Twym uklękną

A o komuchach oraz Żydach
Dzieci się będą uczyć w szkole
Że przez komucha oraz Żyda
Człowiek ma coraz cięższą dolę.

3.07.2016

Dziękuję mamo

 

Wielkie dzięki ci składam matko moja miła
Za to żeś mnie przed laty człowiekiem zrodziła
I nad kołyską schylona piosenki śpiewała
W tonach których dla Boga wdzięczność wybrzmiewała

Ręce twoje całuję za bezsenne noce
I za trud wychowania który dał owoce
I sprawił że z dzieciaka dorosłym się stałem
Miłości twej przyjmując podarki nie małe

Pośród nich najważniejszym wiara w Pana Boga
Którą mi przekazałaś w najpiękniejszych słowach
Jako testament który ja wnukom przekażę
Aby w życiu zmierzali przed Boga ołtarze

Już za chwilę mateńko nim staniesz przed Bogiem
Ja do Pana od siebie te słowa wypowiem
Przywitaj Boże mamę z aniołów orszakiem
Za to że mnie zrodziła wierzącym Polakiem

5.06.2016

Potrzeba domu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nigdy nie byłeś przeogromny
I nie sięgałeś hen do nieba
Nie byłeś biedny chociaż skromny
I było w tobie to co trzeba

Na skraju lasu w dali stałeś
Wśród szachownicy pól zoranych
Na strony świata spoglądałeś
Oknami poprzez biel firany

Czasem deszcz zrosił twoją czapę
Lub śnieg płatkami ją pobielił
Kładąc nań bieluteńką watę
Aby twe czoło rozweselić

Gdy latem ostry promień słońca
Rysy pogłębiał na twych licach
Chłód twego wnętrza trwał bez końca
Jak w lochach zamku lub piwnicach

Gdy chłodną nocą szron rysował
Przeróżne wzory na łąk trawach
Tyś wszystkich ciepłem obdarował
By nadal mogła trwać zabawa

Dziś choć dobiegasz swego kresu
Domu mych przodków ukochanych
Uznaj za miarę swych sukcesów
Na oścież wciąż otwarte bramy

Te co łączyły pokolenia
I te co wiodą nas do nieba
Bo chociaż wokół świat się zmienia
W każdym z nas jedna tkwi potrzeba

Potrzeba domu rodu gniazda
Która świadomość naszą budzi
Że choć nas inna wiedzie gwiazda
Z tych samych wciąż jesteśmy ludzi

26.05.2016

Wiersze Borynowe

 

 

 

 

 

 

 

 

Boże mój najdroższy jakże ten czas leci
Niewielu już pamięta jak Trzydziesty Trzeci
Wraz z Antkiem Boryną rymy dla was składał
Do serc i dusz apelował i o rozum błagał

Czasem satyry biczem pociągnął po plecach
Niby smykiem bez włosia po bezstrunnych skrzypkach
I z tematu na temat skacząc waśnie wzniecał
Dbając aby riposta zawsze była szybka

Dzisiaj z rzadka zamieści jakieś wersy nowe
Lecz wciąż na forum wpada z nadzieją i wiarą
Że gdzieś się znowu pokażą wiersze Borynowe
Które dla niego były wzorcem oraz miarą
Niedościgłą ikoną oraz piękna wzorem
Które w każdej literze w każdym krótkim słowie
Jako dnia fotografia do późna wieczorem
Zostawała w zmęczonej rozognionej głowie

Dzisiaj przez to wspomnienie chylę nisko czoło
Przed tymi którzy strofy do serca wprost brali
Wszak dzisiaj inna Polska rozciąga się wkoło
Polacy Tytanami z karzełków się stali

16.05.2016

A gdybym wrogom

 

 

 

 

 

 

 

 

A gdybym wrogom

Ballada o złotych rękach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nędzna ta moja cielesność
I w słabej formie jest Psyche
Nic Bóg mi nie dał na wieczność
Starości darząc kielichem

Nie bacząc na nędzną posturę
Kładł mi ciężary na barki
Nie zważał na stawy które
Nie były najwyższej marki

Kolana zaczęły skrzypieć
Kręgosłup przestał się zginać
Z bólu już chciałem ocipieć
I los okrutny przeklinać

Lecz by się z losem nie droczyć
Wszak los ma zawsze swe racje
Rzutem na taśmę chcę wkroczyć
Wprost na rehabilitację

Jestem po kilku miesiącach
Pełen żałoby i bólu
W krąg atmosfera gorąca
I praca wre niczym w ulu

I nagle jakby spod ziemi
Stanęła przede mną ona
Ja będę twoją Noemi
Choć mam na imię Iwona

Już dziś zapraszam na tańce
Będę cię giąć i prostować
Nie musisz być połamańcem
Mogę to zagwarantować

I jako rzekła się stało
Choć czasem trzeszczały gnaty
Powoli krzepło me ciało
I świat się stawał bogaty

I przemierzałem przestrzenie
Wciąż maszerując piechotą
Myśląc że w mojej ocenie
Iwony ręce to złoto

I choć przy każdym rozstaniu
Martwię się trochę i smucę
Utwierdzam się w przekonaniu
Że ja tu jeszcze powrócę

Post scriptum

W tej walce ze swoim ciałem
Mirellę pominąć chciałem
Za co ją bardzo przepraszam
I gorzką łzą lico zraszam

30.04.2016

Po ośmiu latach

images

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po ośmiu latach tłustych przyszły lata chude
Z tłustych naród wytrzebił kłamstwo fałsz obłudę
I chociaż nie przybyło nam od tego chleba
Łatwiej nam wzrok podnosić z ziemi wprost do nieba

Łatwiej tors wyprostować jest z tego powodu
Krokiem ruszać pewniejszym żeby iść do przodu
I nie spoglądać w koszmarną i ponurą przeszłość
Lecz jaśniej widzieć przyszłość oraz teraźniejszość

Cóż że przed nami okres wytężonej pracy
Że nikt nam darmo chleba nie poda na tacy
A najróżniejszej maści łotry i złodzieje
Będą próbować zmieniać losów naszych dzieje

My mocą wiedzy zbrojni z jasną myślą w duszy
Sprawimy że praw naszych nikt już nam nie ruszy
A ci którzy je dotąd bezkarnie deptali
Będą z głową spuszczoną przed Temidą stali

A my nie z pustej zemsty czy też z krwi chciwości
Żądać dla nich będziemy tej sprawiedliwości
Która nam w oczy patrząc wypowie te słowa
Polaków oraz ich godność raczył Bóg zachować

12.05.2016

KOD i KOR

images

 

 

 

 

 

 

 

 

Komitet Obrony Demokracji
Komitet Obrony Robotników
Oba te twory nie bez racji
Bronić chcą swoich niewolników

Lewe dochody lewe ręce
Nigdy się nie skalały pracą
Więc niewolnicy im w podzięce
Nawet złotówki nie zapłacą

Niech zapracują na swe szekle
Grzbiety schylając coraz niżej
Zanim się zaczną smażyć w piekle
Które przed nimi coraz bliżej

2.05.2016

Ocean

images

 

 

 

 

 

 

 

 

Wysechł już łez ocean który dla ojczyzny
Starannie pielęgnując zalewałem żalem
I choć na jego tafli zakwitły mielizny
Że całkiem kiedyś wyschnie nie myślałem wcale

Wciąż byłem przekonany że łez nie zabraknie
Że wezbrane potoki lud zasili łzami
Gdyż nasz ocean smutku wciąż nowych łez łaknie
Nie bacząc na uczucia targające nami

Lecz oto cud się zdarzył jak na Biblii stronach
Gdzie Pan przemienił wodę w wino doskonałe
Naród który los dzierżył w spracowanych dłoniach
Ocean osuszając smutek zmienił w chwałę

Pojaśniało oblicze strapionego ludu
Wzrok szlachetną iskrą rozpala się żarzy
Jeszcze trochę wysiłku jeszcze trochę trudu
Z oceanu zostanie tylko obraz wraży

I ta wiedza że wszystko zależy od ciebie
Że nie musisz z deszczu trafić wprost pod rynnę
I że nawet w najbardziej palącej potrzebie
Nie każdy wiersz od razu musi stać się hymnem

26.04.2016

Dopóki łaska

sółn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dopóki łaska Pana Boga
Nad Polską tarczę rozpościera
Nie straszna bojaźń nam ni trwoga
Strach nam tchu w piersi nie zapiera

Dopóki wiara jest w narodzie
Dopóty tarcza będzie chronić
Czy to pod wozem czy na wozie
Wolności swej będziemy bronić

Nas już nie zwiedzie blichtr zachodu
Ani idee z Moskwy rodem
My z wierzchu do samego spodu
Polskim pragniemy być narodem

Dość doktrynerów i proroków
Wypluła z głębi ziemia polska
Tych których na każdym kroku
O naród polski gnębi troska

My im w podzięce za starania
Historii pokażemy karty
Na których widać od zarania
Że z nich diabelskie są bękarty

Niechaj więc troszczą się o siebie
O swych proroków bogi swoje
Wszak oni dzisiaj są w potrzebie
To nas obdarza Bóg pokojem
Bo taka rzeczy jest kolejność
Że Bóg potrafi nagrodzić wierność

18.04.2016

 

 

Minęły czasy dobrobytu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Minęły czasy dobrobytu
Kradzieży, żydowskiego sprytu,
Który pozwalał bez żenady
Polaków doić do przesady

Minęły czasy pop-kultury
Na której się upasły Sztury
I innej maści Tuhaj-Beje
W skrócie-umówmy się-złodzieje

Trudniej dziś sprzedać produkt lichwy
I innej maści żydo-sitwy
O czym dziś frankowicze wiedzą
Na zadłużenia bombie siedząc

Trudniej dziś dostać jest łapówką
Już nie pół bańki – chociaż stówkę
Lecz dziś dać w łapę lud się boi
Kogo więc można dziś wydoić?

Polacy stają nam okoniem
To zawsze były harde goje
Oni nas teraz nienawidzą
Z naszych lewackich myśli szydzą

My teraz wszyscy ze zgryzoty
Poumieramy na suchoty
Do Israela spadać trzeba
Po kromkę razowego chleba.

Lecz przed tym jeszcze tak dla draki
Szymel możemy zrobić taki
Rusko-szwabskiego doić cyca
Tak jak przed laty Targowica

14.04.2014

Kolejny wieczór

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejny wieczór przed ekranem
Omiatam wzrokiem liter rzędy
Kiedyś ja byłem wierszy panem
Dzisiaj podzielam los przybłędy

Kiedyś pomysłów różnych krocie
Miałem na każde zawołanie
Dzisiaj w zadumy grzęznę błocie
I tak na zawsze już zostanie

W tej karuzeli licznych zdarzeń
Zgubiłem wątki rymy treści
I wszystkich się pozbyłem marzeń
O kompozycji wzniosłych pieśni

Ostatkiem woli rymy składam
Tak nieporadne jak motyle
Gdy wiatr ich lotem dziarsko włada
W wiersza je umieszczając bryle

Dobywam słowa z zakamarków
Pamięci która jeszcze żyje
I rozsypuję je w podarku
Wersom co teraz są niczyje

Szczególną troską jedno słowo
Obdarzam jak kobiety kwieciem
Słowo przy którym inne bledną
Słowo najdroższe w moim świecie

Dziś je przywołam raz tysięczny
I gromkim je wykrzyczę głosem
Słowo któremu jestem wdzięczny
Że się pochyla nad mym losem

Ojczyzno moja ukochana
Przed tobą padam na kolana
I w darze serce ci przynoszę
Rządź nim na wieki bardzo proszę

Uczucia w jedno zlej ognisko
Niechaj ogarnie ogień wszystko
Co z twym imieniem się kojarzy
Polsko ojczyzno wielu twarzy

Twarzy szlachetnych bogobojnych
Twarzy pokoju czasów wojny
I tych wpisanych w trud codzienny
I tych dla których jest niezmienny
Przekaz co idzie w pokolenia
„Ojczyzna to jest przodków ziemia”

Ziemia na którą wciąż czyhają
Łotry rozsiane wokół granic
Które uparcie tu się pchają
Przestrogi nasze mając za nic

Spójrz w oczy przodków pochyl głowę
I takim się odezwij słowem;
Ta ziemia to jest moja matka
I ojciec bracia oraz siostry
Będę jej bronił do ostatka
By jej nie wzięły żadne łotry

A ty człowieku co przed lustrem
Napełniasz łzami stągwie puste
Gdy patrzysz w twarzy swej odbicie
To czy ją widzisz należycie?

Czy szlachetności widzisz rysy
Czy za uszami czarne pejsy
Co spod jarmułki lokiem płyną
Zdradzając żeś jest żydowiną?

A może gdy wytężysz wzrok
Na czole ujrzysz sierp i młot
Albo kałmuckie skośne oczy
Które cię mogą zauroczyć?

A może w głębi twoich spojrzeń
Widać żeś tępym jest volksdojczem
Który przemierza przestrzeń ziemi
Aby w Semitę się zamienić?

Jeśli obrazek w twoim lustrze
Jest pośród wyżej wymienionych
To dzisiaj jutro lub pojutrze
Los twój zostanie przesądzony

Bo nie dla ciebie polska ziemia
Którą ty w piekło wciąż zamieniasz
Zlepkiem kretynów i prostaków
Siejąc nienawiść do Polaków

To właśnie dzisiaj czas nadchodzi
Aby sterami polskiej łodzi
Pokierowały polskie dłonie
Nim cała ziemia w ogniu spłonie.

13.04.2016